Ziemia Lubuska

AUTOR: Andrzej

  • 4 dni (01.05 – 04.05.2014)
  • kolej wąskotorowa i parowa
  • kilka muzeów

Dzień 1 (01.05.2014)

Ten weekend majowy zaplanowaliśmy na Ziemi Lubuskiej. Nocleg mieliśmy zarezerwowany we wsi Wysoka nr 49 u p. Rzewuskich, którzy zaoferowali ekstra warunki.

A plan na te 4 dni był następujący:

  • 1.05 – Wenecja (Muzeum Kolei Wąskotorowej, przejazd kolejką do i z Gąsawy, Biskupin)
  • 2.05 – Międzyrzecki Rejon Umocniony
  • 3.05 – Parada Parowozów w Wolsztynie oraz przejazd pociągiem retro “Protazy”, pomnik Chrystusa w Świebodzinie
  • 4.05 – Park Miniatur w Pobiedziskach, katedra w Gnieźnie i Muzeum Początków Państwa Polskiego

A wracając do kwatery to było to miejsce dość urokliwe z dostępem do kuchni, łazienki i grilla. Dodatkowo w ogrodzie było miejsce na ognisko a kilka kroków od domu było Jezioro Paklicko Małe. Koszt całości to 360 pln / 3 noce (30 pln / osoba).

Tak więc naszą przygodę rozpoczęliśmy w Wenecji przejażdżką kolejką wąskotorową do Gąsawy i z powrotem. Po drodze mijaliśmy Biskupin do którego zajrzeliśmy nieco później.

Po samej wycieczce wstąpiliśmy do Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji.

A samo muzeum na wzór tego w Sochaczewie, no może odrobinę bardziej wypasione. Mogliśmy tam zobaczyć całe mnóstwo parowozów, wagonów czy wyposażenia dworców.

Po wyjściu ze skansenu przeszliśmy przez torowisko by w cenie tego samego biletu obejrzeć ruiny zamku gotyckiego kasztelana Nałęcza z XIV wieku. Co prawda niewiele z niego pozostało, ale zawsze coś. Obok można było podziwiać dawne maszyny oblężnicze, np: taran, trebusz, onager, wineję czy kuszę wałową.

Po zapoznaniu się z tymi wszystkimi atrakcjami podjechaliśmy do Biskupina pod Muzeum Archeologiczne. Na miejscu krótka przekąska w barze i wchodzimy na jego teren. A samo muzeum to takie małe miasteczko z VIII – XIX wieku p.n.e. Na terenie muzeum można też przepłynąć się po jeziorze Biskupińskim (bilety po 7 pln).

Podziwiamy osadę łużycką i neolityczną, wioskę wczesnopiastowską czy osadę mezolityczną.

 

Chodząc po poszczególnych obiektach można obserwować mincerza (wybijanie monet), tkaczy, garncarzy. Dodatkową atrakcją dla dzieci i nie tylko, okazały się szczudła i chodzenie na nich. Nieco spieczeni słońcem wsiadamy do Mazdy i udajemy się do wsi Wysoka by się zakwaterować i pogrillować.

Dzień 2 (02.05.2014)

Tego dnia z uwagi na kiepskie warunki atmosferyczne postanowiliśmy odwiedzić bunkry w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym.

Są to najsilniejsze założenia fortyfikacyjne III Rzeszy zlokalizowane w miejscowości Pniewo. Z uwagi na niską temperaturę (3 st. C) okazało się, że temperatura w bunkrach rzędu 9 stopni okazała się zbawienna. Tam było po prostu cieplutko! Latem to taka temperatura tworzy gęsią skórkę.

Z racji małego wieku niektórych uczestników naszego wejścia, wybraliśmy trasę krótką trwającą 90 minut. Z dłuższą trasą byłby kłopot, bo część zwiedzania to opowieści przewodnika i przebywanie na świeżym powietrzu. A przecież pogoda nie dopisywała.

Paragon wejściowy

Dziewczyny były zadowolone, bo pod ziemią można było się nieco ogrzać. Po powrocie na kwaterę opady deszczu i śniegu ustały i udało się rozpalić ognisko. Dodatkowo mieliśmy już drugi w tym roku grill.

Jeśli chodzi o bunkry to w ich wnętrzu nie zobaczyliśmy nietoperzy, które o tej porze roku już odleciały do normalnego życia.

W czasie naszych wyjazdów zobaczyliśmy kolejne budowle poniemieckie takie jak: Sztolnie Osówki, Wilczy Szaniec czy teraz bunkry Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Wszystkie miały ten sam cel: zlikwidować Państwo Polskie. Jak wiadomo nie został on osiągnięty na szczęście.

Dzień 3 (03.05.2014)

Trzeciego dnia weekendu udaliśmy się po raz drugi całą rodziną do miasta Wolsztyn. Jaki był cel? Coroczna parada parowozów odbywająca się w tym mieście. Ale może po kolei.

Po zaparkowaniu auta poszliśmy na stację kolejową Wolsztyn i jej bocznice. Początkowo podziwialiśmy stojące na stacji lokomotywy i tabor kolejowy.

https://videopress.com/v/6u8hIZ38?preloadContent=metadata

Jednak główne “obchody” parady to same przejazdy parowozów między innymi z Czech, Słowacji, Wielkiej Brytanii, Chabówki czy tutejszej parowozowni.

 

Dziewczynki po raz drugi podziwiały parowozy z tą różnicą, że Zuzka nie przespała ani minuty. Dodatkową atrakcją okazał się przejazd pociągiem retro z lokomotywą Ol – 12 na trasie Wolsztyn – Powodowo – Wolsztyn. Nazwa tego pociągu to Protazy.

W tamtą stronę skład był ciągnięty przez lokomotywę z silnikiem diesla, natomiast w drodze powrotnej wspomniana “Oelka”. Dziewczyny były zachwycone jazdą pociągiem ze starymi wagonami i lokomotywą “pod parą”, zrobiły sobie fotki zarówno na tle lokomotywy parowej jak i spalinowej. Przyjemność nie należała do najtańszych (94,54 pln) – skan poniżej.

Dzięki wycieczce “pod parą” udało się nam przenieść 100 lat wstecz bo wagony było wagonami retro a lokomotywa też nie należała do najmłodszych.

A jak wyglądała sama trasa? Nieco zapomniana bo właśnie w Powodowie za stacją pojawiły się…. chwasty. Wygląda na to, że dalsza trasa jest od jakiegoś czasu po prostu nieprzejezdna. Dla Zuzki był to pierwszy przejazd linią kolejową normalnotorową w Polsce i to od razu pociągiem retro ciągnącym przez lokomotywę parową. Nie licząc oczywiście wąskotorówek o rozstawie torów 600 mm czy też linii metra w całej Europie.

Kolejna (już druga) a dla autora wpisu trzecia wizyta w Wolsztynie pokazała znowu inne oblicze szopy parowozowej (czytaj: garażu lokomotyw) czy samej parady. Julcia jeszcze nieco pamięta ostatnie spotkanie z lokomotywami (rok 2009) natomiast dla Zuni to całkiem nowe przeżycie z “parą”.

Tak więc wizyta w Wielkopolsce każdemu z nas coś nowego przyniosła. Dziewczynki poznały zasadę pracy zwrotnicy czy sposób zamiany ciśnienia pary na energię mechaniczną.

W drodze powrotnej na kwaterę postanowiliśmy zajechać do miasta Świebodzin, by tam podziwiać najwyższy pomnik Chrystusa na całym świecie (wyższy nawet od tego w Rio de Janeiro).

Jeszcze tego samego dnia bliżej wieczoru udało się podejść do brzegu Jeziora Paklicko Małe, do którego z kwatery mieliśmy 1,5 minuty spacerem.

Wizytą w Świebodzinie i nad brzegiem jeziora zakończyliśmy spotkanie z tą okolicą. Było miło i ciekawie a nazajutrz udaliśmy się w drogę powrotną do domu. A po drodze? Szczegóły dalej.

Dzień 4 (04.05.2014)

Ostatni dzień pobytu w Wielkopolsce tzn. dzień powrotny to trzy miejsca: Park Miniatur w Pobiedziskach, katedra w Gnieźnie oraz Muzeum Początków Państwa Polskiego – również w Gnieźnie.

Plan jak widać napięty ale daliśmy radę. A więc od początku. Najpierw postanowiliśmy zobaczyć makietę tego szlaku w Pobiedziskach. To taka mini makietka podobna do tej pod Paryżem i w Kłodzku. A dlaczego mini? Wystarczy zobaczyć i to i to.

Mamy przejazd z Pobiedzisk do Gniezna i jesteśmy w katedrze w której koronowano naszych pierwszych królów. A budowla jest ogromna. Można również zobaczyć podziemia katedry.

Udało się także podjechać do Muzeum Początków Państwa Polskiego, a że była to niedziela to akurat weszliśmy bez opłat. Obejrzeliśmy tam kilka wystaw stałych i czasowych aż doszliśmy do projekcji multimedialnych w kilku salach. Dziewczynki zobaczyły narzędzia codziennego użytku z tamtych czasów, wielką sztukę czy inne ciekawe rzeczy.

Nieco podmęczeni udaliśmy się w ostatni etap powrotu do domu. Po drodze nie było łatwo (wypadek w okolicach węzła Wiskitki) i strata trzech kwadransów. To nas jednak nie zniechęciło bo wkrótce znowu gdzieś wyskoczymy. Bo lubimy!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *