Jagniątków

AUTOR: Andrzej

  • 4 dni (30.04 – 03.05.2016)
  • najwyższy szczyt: Śnieżka 1603 m n.p.m.
  • kilka schronisk
  • kilka wyciągów krzesełkowych
  • dwa zamki: Chojnik i Bolków

Dzień 1 (30.04.2016)

Tegoroczny długi weekend majowy to nadrabianie zaległości, gdyż plan na wyjazd w Karkonosze został sporządzony wiosną 2012 roku. Wtedy to z powodu odbywających się Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w Polsce i na Ukrainie wyjazd został przełożony. Tylko o 4 lata. Dlatego ruszamy ze zdwojoną siłą.

W drodze do Jagniątkowa (mamy tam zarezerwowany pokój) zajeżdżamy do miejscowości Siedlęcin, gdzie wznosi się Wieża Książęca. Powstała ona w XIV i jeszcze na początku była to wieża mieszkalna. Odkryto w niej świeckie malowidła przedstawiająca opowieści o Sir Lancelocie, rycerzu Okrągłego Stołu Króla Artura. W wersji pierwotnej miała fosę i most zwodzony.

Budowla imponuje grubymi murami, wielkimi drewnianymi belkami. Ciągle prowadzone są tam badania archeologiczne.

Po drodze na naszą kwaterę zahaczamy o stolicę tego regionu – Jelenią Górę. Traktujemy ją trochę po macoszemu. Głównym celem wizyty jest spacer po Starówce no i informacja turystyczna. A w niej zaopatrujemy się w niezbędne materiały, przewodniki i mapy. To dzięki nim łatwiej będzie zaplanować ten wyjazd. A wiadomo że w takim miejscu dostępne materiały nie kosztują ani grosza.

Po Siedlęcinie i Jeleniej Górze jedziemy prosto do Jagniątkowa na ulicę Saneczkową do Jańcówki, by spędzić tu 3 noce. W progu wita nas p. Bożena, jej mąż – pan Władek – pływa właśnie po Kanale Sueskim. Sama kwatera leży na końcu drogi, obok szemrze potok a cisza jest wszędzie. Jest miejsce na ognisko i zwykłe posiedzenie.

Zakwaterowanie to nie koniec dnia. Za namową właścicielki gospodarstwa agroturystycznego nie bierzemy samochodu i szlakiem z Jagniątkowa idziemy na wzgórze gdzie znajduje się Zamek Chojnik.

Jego początki sięgają XIV wieku i wznosi się on na Górze Chojnik o wysokości 627 m n.p.m.  Od jej południowo-wschodniej strony znajduje się 150-metrowe urwisko opadające do tzw. Piekielnej Doliny. Dlatego miejsce to imponuje trudnym dostępem a i budowla niczego sobie.

Z wieży rozpościera się piękny widok na kawałek Karkonoszy i okoliczne miasteczka: Przesiekę, Zachełmie, Sobieszów.

 

Na miejscu działa Bractwo Rycerskie Zamku Chojnik, odbywają się turnieje kusznicze.

Dzień 2 (01.05.2016)

W niedzielę kierujemy się do Szklarskiej Poręby. Tam kupujemy bilety i wsiadamy na dwuosobową kolej krzesełkową z przesiadką po drodze. Pogoda dopisuje, choć im wyżej tym chłodniej. Po kilku minutach jazdy mamy wspomnianą przesiadkę. Tam też musimy kupić bilety wejściowe na teren Karkonoskiego Parku Narodowego i usadawiamy się w krzesełkach drugiego wyciągu. Oczywiście kupujemy bilety tylko “w górę” bo planujemy zejście pieszo.

Po wjeździe na szczyt mamy 10 minut spaceru na Szrenicę (1362 m n.p.n.). A stąd widoki są piękne. Pierwotne plany ulegają rozszerzeniu bo nie było w nich przejścia do Czech a my to robimy.

 

W samym schronisku na Szrenicy pamiątkowe zdjęcie i przybijanie pieczątek. Budynek jest pokaźny i w nim dużo turystów. Równie dobre widoki są na naszych południowych sąsiadów. W oddali widać placówkę dawnych WOP – istów i schronisko na Hali Szrenickiej oraz słynne z mamuciej skoczni czeskie Harrachov.

My jednak do samych sąsiadów się nie wybieramy, chcemy wdepnąć tylko do ich schroniska Vosecka Bouda.

Na węźle szlaków jest mylna – jak się później okazało – informacja o rzekomym jego posezonowym zamknięciu. Warto było przejść te kilkaset metrów bo schronisko było dostępne dla gości. I znowu kilka fotek i pieczątek przybitych do papierowego dziennika podróży. Pogoda nadal dopisuje a wokół dużo śniegu.

Dalszy kierunek jaki obieramy to Łabski Szczyt i Śnieżne Kotły. I tu pojawia się problem z widocznością. Jak to w kotle mnóstwo pary z tą różnicą że tu mamy mgłę. Nie tracimy jednak entuzjazmu i schodzimy do kolejnego schroniska, tym razem pod Łabskim Szczytem.

Przybijamy kolejne pieczątki i robimy sesję fotograficzną. Sam szlak do schroniska to fajna zima …w maju. Temperatura powietrza jest O.K. ale śniegu co niemiara. Obieramy kierunek powrotny w kierunku Szrenicy a omijając ją ukazuje nam się schronisko na Hali Szrenickiej. Miejsce to jest bardzo sympatyczne, nieco odosobnione. Pogoda dobra to nie może być inaczej z humorami.

 

I tak zmierzamy do ostatniego punktu tego dnia. A będzie nim Schronisko Kamieńczyka i wodospad o tej samej nazwie.

Ów szlak ze schroniska na Hali Szrenickiej w stronę wodospadu i schroniska Kamieńczyk wiedzie ostro w dół. Częściowo jest to asfalt a częściowo wybrukowana droga odporna na warunki atmosferyczne jakie tu panują.

Sam wodospad prezentuje się okazale, ale żeby znaleźć się w jego dolnej części trzeba mieć na głowie kask i oczywiście uiścić opłatę. Przybijamy w schronisku pieczątkę – jak zwykle w takich miejscach.

Był to ostatni etap tej niedzielnej wycieczki. Wracamy do pokoju by na kolację pogrillować.

Dzień 3 (02.05.2016)

Na kolejny dzień długiego weekendu plany też są ambitne. Mamy chęć na zdobycie kolejnego szczytu z korony gór polskich – Śnieżki. Jedziemy na ul. Turystyczną w Karpaczu by tam zakupić bilety na jednoosobową kolej krzesełkową o nazwie Zbyszek. Prędkość tego wyciągu nie jest zbyt imponująca, podobnie jak Babci w Stroniu Śląskim.

Najważniejsze jest to że dowozi nas na Kopę skąd już tylko kilka minut spaceru do podnóża Śnieżki. Najpierw jednak zaliczamy pierwsze schronisko w okolicy – Dom Śląski.

A potem pozostał nam atak szczytowy na Śnieżkę. W miarę podchodzenia robi się coraz cieplej, mimo że temperatura powietrza obniża się. Podejście jest mozolne, im wyżej tym grubość pokrywy śnieżnej rośnie. Dochodzimy na szczyt, temperatura to 1 st.C. To i tak jest ciepło bo średnia roczna temp. powietrza to 0,4 st.C., na plusie oczywiście.

Polska część góry nie oferuje turystom nic do jedzenia czy picia czy schronienia, pozostała tylko pusta restauracja. Natomiast Czechom się opłaca, na szczyt wjeżdża kolej gondolowa. Zaopatrzeni w pieczątki drogę powrotną odbywamy inną drogą. Schodzimy drogą dojazdową, niby okrężnie ale jest pusto i dużo śniegu. Wpadamy jeszcze na symboliczny cmentarz ofiar gór.

Z cmentarza idziemy pod Dom Śląski by potem skierować się do schroniska Strzecha Akademicka. I znowu ten sam schemat: pieczątki, fotki i przyjęcie kalorii.

 

W planie mamy też opcjonalne podejście do schroniska PTTK Samotnia. Trzeba przyznać że miejsce ma swój klimat, ładnie otoczone górami w sąsiedztwie Małego Stawu.

 

Z Karpacza jedziemy prosto do Przesieki, gdzie oglądamy Kamień Waloński zwany Chubotkiem. A stamtąd tylko kilkaset metrów do Wodospadu Podgórnej. A prezentuje się on okazale. Miejsce jest dobrze zorganizowane, ławeczki, wiaty, śmietniki. Czyli wszystko na miejscu.

Nieco podmęczeni całym dniem wracamy do Jagniątkowa by odsapnąć. I mamy trzeci i ostatni grill podczas tego wyjazdu.

Dzień 4 (03.05.2016)

Dnia powrotnego nie można zmarnować. Pakujemy się i ruszamy. Po drodze pojawiają się pomysły co jeszcze można zobaczyć. Tak się złożyło że po raz drugi jedziemy przez Bolków a tam na wzgórzu góruje zamek.

Oczywiście zatrzymujemy się, kupujemy bilety (kosztują po kilka złotych) i zwiedzamy. Widoki z murów obronnych na miasto są wyśmienite. Część zamku popadła w małą ruinę, ale opiekun czyli miasto dba o pozostałą część przyciągając w ten sposób rzesze turystów.

 

Jeszcze na zamku decydujemy, że warto zajrzeć do byłego obozu pracy (czytaj: zagłady) w Rogoźnicy. Zwiedzanie obozu jest darmowe, jedynie trzeba zapłacić za parking.

Nie bez powodu obóz jest zlokalizowany właśnie w tym miejscu. Nieopodal znajdują się kamieniołomy, więc praca więźniów była wykorzystywana właśnie tam. Mniej odporni umierali z wycieńczenia. Obóz ten śmiało można więc nazwać obozem zagłady.

To kolejny obóz po Sztutowie, Treblince, Majdanku i Dahau który udało się zobaczyć. Wracamy do domu. Wszyscy zgodnie orzekli że w Karkonoszach jak i w Jagniątkowie było super. Nie warto było przekładać tego wyjazdu aż o 4 lata…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *