Lackowa

  • najwyższy szczyt Beskidu Niskiego w Polsce – 997 m n.p.m.
  • szczyt zaliczany do Korony Gór Polski
  • pamiątkowa pieczątka: w skrzynce na szczycie
  • początek szlaku – Izby (49°26’14″N 21°04’08″E)
  • koniec szlaku – Izby
  • długość szlaku – około 4 km (na szczyt) + około 4 km (powrót) -> “tam i z powrotem” 
  • czas –  około 1h 30 min (na szczyt) + około 1 h (powrót)
  • po drodze: Przełęcz Beskid
  • na szczyt – 356 m ↑ / 6 m ↓
  • powrót – 356 m ↓ /  6 m ↑
  • punkty GOT –  6 (na szczyt)  + 2 (powrót)
  • data naszej wędrówki – 01.08.2020 r.

Lackowa jest szczytem, który ze względu na swoją wysokość (997 m n.p.m.) często nazywany jest policyjnym. Lackowa to najwyższy szczyt po polskiej stronie pasma Beskidu Niskiego. Najwyższy szczyt całego Beskidu Niskiego jest jednak w Czechach i nazywa się Busov (1002 m n.p.m.).

Lackowa

A od czego wzięła się nazwa “Lackowa“? Ano od pewnego nazwiska. Mieszkańcy pobliskiej wsi Bieliczna – dziś już nieistniejącej – nazywali ją Łackową jako, że teren ten należał do jednego z mieszkańców o imieniu lub przezwisku Łacko.

Warto również wspomnieć, że Lackowa była też kiedyś nazywana Chorągiewką Pułaskiego. Podobno to właśnie ze szczytu tej góry, wtedy jeszcze niezalesionego, konfederaci barscy pod dowództwem Kazimierza Pułaskiego dawali znaki do dolnego obozu znajdującego się na stokach góry Jawor. Obecnie w miejscu tamtejszego obozu nad Izbami stoi metalowy krzyż z tabliczką informacyjną. Podobne krzyże stoją także na stokach Jawora, gdzie znajdowała się ława artyleryjska oraz dolny obóz.

Na Lackową prowadzą dwa szlaki: z Wysowej – Zdrój i z Izb.

© Mapa Turystyczna,© autorzy OpenStreetMap

My ruszamy z tego drugiego miejsca, gdyż jesteśmy ciekawi jak wygląda słynna ściana płaczu. Ten wariant jest teoretycznie trudniejszy, jednak dużo krótszy od poprzedniego. Trzeba pamiętać, że ściana płaczu jest dosyć stroma i przy gorszych warunkach podejście może być dużo bardziej wymagające.

nasz szlak: (bez szlaku) – czerwony

początek naszego szlaku to zielona chorągiewka

By udać się na Lackową od strony Izb, można zaparkować na końcu wsi (GPS: 49°26’14″N 21°04’08″E). Następnie ruszamy szutrową drogą w kierunku Tylicza (na mapie draga ta zaznaczona jest przerywaną linią).

droga z parkingu

Warto pamiętać, by cały czas iść prosto aż do drogowskazów. Mijamy po drodze pola i tereny należące do różnych właścicieli. Nie należy skręcać w różne polne drogi, nawet w lesie, gdyż to są tylko drogi dojazdowe do pastwisk.

Po jakimś czasie, dochodzimy do Przełęczy Beskid. Łatwo ją poznać, gdyż znajduje się tam drogowskaz z czerwonym szlakiem. Tam jest nareszcie znak na Lackową. Mimo, że poza strzałkami nie ma nic więcej, żadnych nazw to i tak wiadomo w którą stronę iść (do przodu, w las). Od tej pory należy trzymać się czerwonego szlaku.

Może kiedyś ktoś dopisze nazwy i wtedy znak wyglądałby na przykład tak:

Przez jakiś czas idziemy po mniej więcej równym terenie, później zaczyna się najgorszy moment szlaku, czyli sławna “ściana płaczu”. Na początek nie ma tragedii, za to później po kilku nieco bardziej stromych podejściach zaczyna się prawie pionowa ściana, która wymaga kondycji oraz nieco wysiłku od ludzi, próbujących się na nią wdrapać. Podczas drogi, nie ma wielu kierunkowskazów, ale i tak już wiadomo którędy iść, jest tylko jeden wytyczony szlak. Tutaj już nie sposób zabłądzić.

Tak zwana “ściana płaczu” nie jest tak naprawdę aż taka straszna. Co prawda, nie jest ona najłatwiejsza, jednak dla nas nie jest zbytnim wyzwaniem. Może być jednak niebezpieczna zwłaszcza gdy schodzimy w dół podczas deszczu. Na tym odcinku szlaku są kamienie i wystające korzenie, które czasami ułatwiają podejście. Trzeba jednak uważać, szczególnie gdy są mokre i śliskie.

My mieliśmy akurat szczęście i ziemia była sucha, ale po deszczu jest tam naprawdę ciężko. Schodzić tam jest równie trudno jak wchodzić. Radzimy więc, chodzić tam przy dobrej pogodzie.

Opisana “ściana”, jest praktycznie ostatnim punktem przed szczytem. Po przejściu tego odcinka, który ma około 500 m, pozostaje nam tylko przejście około 400 m po równym i mamy szczyt.

Na Lackowej jest słup informujący o szczycie i wskazujący inne kierunki, a obok przy słowackim słupie jest skrzyneczka z pieczątką. Na pewno rozpoznacie!

Schodząc napotykamy naszych znajomych places2visit.pl i ucinamy sobie pogawędkę. Poznaliśmy się w Bośni i Hercegowinie, a tym razem spotykamy się na Lackowej. Jaki ten świat mały. 😁 Jest to niesamowita rodzinka, która także sporo wie o podróżach. Warto zatem zajrzeć na ich blog.

Lackowa jest znana nie tylko dzięki “ścianie płaczu”. Góra ta ma również swoją legendę. Oto fragment książki Andrzeja Potockiego “Legendy łemkowskiego Beskidu” wydanej w Rzeszowie w 2007 r. :

,,Maciek, syn właściciela huty szkła w hucie Wysowskiej, młodzieńcem był urodziwym, a i w wielu naukach biegłym, bo do szkół przez kilka lat chodził. Niestety, wyrzucili go z nich po pewnym czasie, bo wdał się w nieodpowiednie towarzystwo i niezbyt przyzwoicie się prowadził. Wziął go ojciec do huty i próbował nakłonić do zajęcia się tym rodzinnym interesem.
Razu jednego pojechał z towarem do Zborova na węgierską Słowację na wielki sierpniowy jarmark. Towar, i owszem, sprzedał prawie od ręki, bo miejscowi Żydzi w kilka godzin kupili wszystko, co przywiózł. Jako, że jarmark trwał trzy dni, przeto najął sobie był Maciek kwaterę i postanowił się trochę zabawić. Na taki jarmark zjeżdżali się nie tylko kupcy, ale i okolicznego luda tysiące. Byli Żydzi, górale polscy, ruscy i słowaccy, Mazurzy, czyli Polacy z nizin, i wreszcie Cyganie. Jedna Cyganka, Róża, tańczyła przy muzyce, a śliczna była, że dech w człowieku zapierało. Prawdziwa róża z ogrodu Semiramidy. Sam kiedyś widziałem taką w Miedzilaborcach i napatrzeć się nie mogłem, oj nie mogłem.
W takiej to grzech się nie zakochać. Więc zakochał się Maciek, cóż, kiedy Cyganie domu nie mają i cały czas są w drodze. Jak tu się z panną umówić, nic, tylko trzeba do nich przystać albo Różę porwać i ze sobą uwieźć. Namówił kilku spotkanych na jarmarku smolaków, żeby mu Cygankę porwali i do karczmy w Blechnarce dostawili. Zapłacił sowicie za usługę i po zakończeniu jarmarku do domu wyruszył. Zatrzymał się w blechnarskiej karczmie i kilka godzin później przyjechali smolacy z Cyganką. Ona, jak się okazało, nic nie miała przeciwko porwaniu i uległą mu była w każdym względzie, a nawet zgodziła się zostać jego ślubną żoną.
Zabrał przeto Maciek Cygankę i do ojcowskiego domu do Huty przyjechał. Stary, jak się dowiedział, co i jak, szpicurtą oboje obił, Różę kazał ciupasem do Zborowa do cygańskiego taboru odstawić, a syna zamknął w komorze na kłódkę i zakazał wypuszczać. I wtedy stało się to straszne nieszczęście. Maciek popełnił samobójstwo, śmierć sobie zadając przez powieszenie.
Pogrzebano go zgodnie ze starym zwyczajem nie na cmentarzu w poświęconej ziemi, ale wywieziono trupa w góry. Na szczycie Lackowej, gdzie zbiegały się granice Huty Wysowskiej i Bielicznego z granicą węgierską. Tam wykopali głęboką mogiłę, w którą wrzucili trupa. Po jakimś czasie okazało się, że młodzieniec zamiast spokojnie w grobie leżeć, chodził po lesie. Ktoś, kto go za życia znał, po śmierci go tam razu jednego spotkał.
Kiedy doszła wieść do ojca, zamówił baczę ze słowackiego Keczkobec, który miał w górach sławę skutecznego wróża i znachora. Bacza wziął trijci , czyli trójramienny świecznik z cerkwi z Wysowej, i zaświecił w nim świece na grobie Maćka, po czym przeczytał coś z psałterza. Podczas czytania zerwał się tak silny wiatr, że omal drzew nie połamał. Trzy razy gasił świece baczy i przewracał kartki psałterza, nie pozwalając dokończyć zbawienia. Nic tylko siły jakieś nieczyste sprzysięgły się przeciw baczy, ale wtedy też jasnym się stało, że jego zamawianie niewiele tu pomoże.
Już wkrótce okazało się, że Maciek, czyli jego upiór, nadal ludzi niepokoił. Jego ojciec zabrał robotników z huty i poszli na Lackową. Na grób nanieśli parę kubików kamienia, żeby upiór nie był w stanie ich podnieść. Jak się niebawem okazało i to nic nie pomogło i młodzieniec nadal chadzał po lesie i zaczepiał najczęściej kobiety zbierające grzyby.
Sprowadzono zatem stareńkiego baczę gdzieś spod Tater, który jak powiadali, miał spore doświadczenie w pozbywaniu się ze świata żywych, upiorów. Odkopano grób na Lackowej i cóż się okazało. Pomimo że od śmierci młodzieńca minęło już ponad dwa miesiące, wyglądał, jakby spał tylko. Gębę miał jeno czerwoną, co wyraźnie wskazywało, że po śmierci stał się upiorem.
Bacza rozpalił ognisko i wrzucił do niego jakieś zioła, po czym okadził tym dymem trupa, cały czas przy tym coś tam mamrocząc sobie pod nosem. Pokropił trupa święconą wodą i ciesielskim toporem odciął mu głowę. Potem odwrócił Maćka w trumnie plecami do góry, między nogi nakładł mu gałązek tarniny, na którą położył odciętą głowę. Przebił też ciało dwoma krokwianymi gwoździami, jeden wbił w serce, drugi w krzyże. Na koniec znów go okadził i pokropił wodą święconą, po czym zabito trumnę ćwiekami, wrzucono do grobu i zasypano mogiłę. Interwencja baczy spod Tater okazała się skuteczna, bo upiór przestał niepokoić ludzi, znaczy przeniósł się na zawsze do świata umarłych, a po jakimś czasie zatarł się ślad Maćkowej mogiły na Lackowej, tak, że dzisiaj jej już tam nie znajdziecie.”

Podsumowując, Lackowa jest szczytem średniej trudności, zdobywa się ją szybko ale z większym wysiłkiem. Wejście jest stosunkowo krótkie, lecz strome. Z tego co słyszeliśmy, droga od Wysowej – Zdrój jest łagodniejsza ale ponad dwa razy dłuższa w porównaniu z tą z Izb. Niemniej jednak Lackowa to szczyt niewątpliwie wart uwagi, chociażby po to by sprawdzić swoją kondycję i przekonać się, że “ściana płaczu” nie jest taka straszna, a już na pewno nikt nie płacze wspinając się po niej. Jak to mówią: nie taki diabeł straszny jak go malują. 😉

Podobał Wam się wpis? Co myślicie o tym miejscu? A może macie jakieś sugestie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, to dla nas bardzo ważne 😊

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *