Rysy

  • najwyższy szczyt w polskich Tatrach – 2499 m n.p.m. (według najnowszych źródeł 2500 m n.p.m.)
  • najwyższy szczyt w Polsce
  • góra ta posiada trzy wierzchołki: 2 słowackie (2503 m n.p.m. i 2473 m n.p.m.) i jeden polsko-słowacki (2499 m n.p.m.)
  • szczyt zaliczany do Korony Gór Polski i Korony Tatr Polskich
  • pamiątkowa pieczątka: w schronisku “Chata pod Rysmi” i w schronisku “Popradské Pleso”
  • początek szlaku – Popradské Pleso, zastavka (Słowacja)
  • koniec szlaku – Popradské Pleso, zastavka (Słowacja)
  • długość szlaku –  9,5 km (na szczyt) +  10,3 km (powrót) -> “tam i z powrotem” 
  • czas –  4 h 45 min (na szczyt) + 4 h 20 min (powrót)
  • po drodze: schronisko “Popradské Pleso”, Popradzki Staw, Nad Žabím Potokom, Przełęcz Waga, schronisko “Chata pod Rysmi”, Symbolický Cintorín (Symboliczny Cmentarz Ofiar Tatr)
  • na szczyt –  1351 m ↑ /  98 m ↓
  • powrót –   1407 m ↓ /  154 m ↑
  • trudności – łańcuchy i drabinki na krótkim odcinku oraz dość strome podejście po skałach tuż przy szczycie
  • punkty GOT –  23 (na szczyt)  + 13 (powrót)
  • data naszej wędrówki – 28.07.2020 r.

Rysy są sławą Polski albo, jak inni mówią, dachem Polski. Polski szczyt ma wysokość 2499 m n.p.m. za to słowackie Rysy mają wysokość 2503 m n.p.m. W Polsce Rysy są najwyższym szczytem zaś na Słowacji są dopiero siódme. Wiecie, że nazwa “Rysy”, nie pochodzi od rysy widocznej od Morskiego Oka? Dawniej Grań Żabiego była nazywana Rysami, ze względu na charakterystyczne formacje znajdujące się w tamtym miejscu. Powstałe one prawdopodobnie w wyniku działań lodowca, który niosąc ze sobą fragmenty ostrych skał nieco “porysował” zbocze góry.

Ciekawostką jest to, że w 1899 roku, Maria Skłodowska – Curie wraz z mężem zdobyła Rysy od polskiej strony! Patrząc na sprzęt jaki był w tamtych czasach, było to naprawdę duże osiągnięcie dla naukowców.

Na Rysy można wejść od polskiej i od słowackiej strony.

© Mapa Turystyczna,© autorzy OpenStreetMap

My wybieramy szlak od strony słowackiej.

nasz szlak: niebieskiczerwony niebieskiżółtyniebieski

nasz szlak (od strony słowackiej)

Naszym punktem startowym jest parking: Popradské Pleso, zastavka, płatny 6 €. Warto przyjechać na parking jak najwcześniej, bo szybko się zapełnia. My jesteśmy tu o godz. 5:30 i kilka samochodów już jest na nim. Rano też dużo lepiej się wędruje, ponieważ jeszcze nie ma tłumów na szlaku.

Zatem pośród porannej mgły, podczas gdy szczyty oświetla poranne słoneczko, ruszamy w kierunku schroniska Popradské Pleso niebieskim szlakiem, który jest w dużej mierze drogą asfaltową. Od szczytu dzieli nas 4 h 20 min wędrówki.

Idąc drogą asfaltową podziwiamy piękne wyłaniające się powoli zza drzew góry. Mamy również okazję zobaczyć najwyższy słowacki szczyt – Gerlach.

Po około godzinie dochodzimy do rozwidlenia szlaków nieopodal Popradzkiego Stawu (Rázcestie nad Popradským Plesom). Dołączają tu jeszcze szlaki: czerwony, zielony i żółty. My jednak nadal trzymamy się niebieskiego szlaku. Z tego miejsca można udać się prosto do schroniska “Popradské Pleso” lub skręcić w prawo na Rysy. Przy rozwidleniu szlaków znajduje się mała wiata z workami ziemniaków, cebuli, czy skrzynki zostawione by spakować produkty, a później zanieść do schroniska pod Rysami. Część osób decyduje się wziąć skrzynkę na plecy, albo ziemniaki do rąk i zanieść prosto do najwyżej położonego schroniska Chata pod Rysami. Do tego schroniska nie ma dojazdu zatem pomoc ludzi w dostarczaniu zaopatrzenia jest tu naprawdę ważna. Nagrodą za to jest darmowa herbata w chacie.

stan żywności o 6:30

Nasz szlak zaraz po rozwidleniu pnie się dosyć łagodnie i tak oto około godziny 6:30 wkraczamy w głąb Doliny Mięguszowieckiej. Jest ona kamienista, czasami przecina ją strumyk. Po jakimś czasie docieramy do kolejnego rozwidlenia – Nad Žabím Potokom. W tym momencie rozstajemy się ze szlakiem niebieskim i skręcamy na czerwony szlak. Szlak jest dosyć wygodny, wychodzimy na ścieżkę prowadzącą ukosami pod górę. Dosyć szybko zdobywa się wysokość, zatem częściej zdarzają się też krótkie postoje aby wyrównać oddech. Ten moment jest dosyć męczący, jednak można się przecież było tego spodziewać po szlaku na Rysy.

Niby tylko kilkanaście zakrętów, a różnica wysokości ogromna. Ten odcinek może zmęczyć niejednego człowieka. W tym miejscu nasze słowa uznania i szacunku dla osób niosących na plecach jeszcze zapasy żywności do Chaty pod Rysami. Przeciętny tragarz wnosi jednorazowo w górę od 60 do 80 kilogramów. Rekordzista wniósł aż 207,5 kg do schroniska. To jest dopiero osiągnięcie…😉 My, bez takiego obciążenia, mając w plecakach tylko niezbędne rzeczy idziemy tylko nieco szybciej niż zakładany czas, czyli około 2,5 h.

Idąc szlakiem na Rysy nawet o takiej wczesnej godzinie można napotkać wiele osób. Nie są to jeszcze tłumy, ale liczba osób na szlaku rośnie z godziny na godzinę. Patrząc z dołu czasami zazdrościmy osobom, które są już np. 200 m wyżej, ale nie poddając się idziemy dalej. Wytrwale zmierzamy do celu i za jakiś czas już sami patrzymy z wyższej perspektywy. A widoki są nieziemskie, szczególnie gdy obserwuje się góry około godziny 7 rano.

Wkrótce dochodzimy na “dno” Doliny Mięguszowieckiej, gdzie znajdują się Żabie Stawy Mięguszowieckie. Tuż przy szlaku, jest Wielki Staw, a nieco wyżej leży Wyżni Żabi Stawek. Wiele razy w nazwach powtarzana jest nazwa: Żabi i jej odmiany. Pochodzi ona od znajdującej się na jednym z jezior wysepki, której kształt wielu osobom kojarzy się właśnie z żabą.

Przed nami jeszcze kilka zakrętów i trochę podejścia, aż w końcu docieramy do miejsca, gdzie zaczyna się robić ciekawie. Mam na myśli krótki odcinek z drabinkami i łańcuchami. Nie jest on zbyt trudny, jednak przy dużej liczbie osób, tak jak o 13:30, gdy już wracaliśmy, tworzą się długie kolejki, średnio 130 osób, czyli czekania przynajmniej 45 min. My na szczęściu nie mieliśmy tego problemu rano, ruch był płynny, bo ludzi było znacznie mniej. W drodze powrotnej też nie staliśmy w kolejce i nie traciliśmy czasu. Szliśmy w przeciwnym kierunku niż większość spotkanych osób, które dopiero wchodziły na szczyt. Z tego właśnie powodu warto wybrać się na szlak naprawdę wcześnie rano.

Po przejściu tego trudniejszego momentu pozostaje nam jeszcze chwila wędrówki kamienistą drogą, która jest trochę stroma, ale podejście jest dosyć krótkie. Po około 30 minutach dochodzimy do Chaty pod Rysami nazywanej też czasami Chatą pod Wagą. Schronisko znajduje się na wysokości 2250 m n.p.m., czyli pozostaje tylko już około 250 m podejścia na szczyt.

Schronisko pod Rysami naprawdę wiele przeszło. Oto jego historia:

Początkowo planowano na tym miejscu wybudować hotel. Jednak dzięki miłośnikom Tatr, a dokładniej ich sprzeciwom, udało się stworzyć małe schronisko, będące również postojem dla turystów, albo dla błądzących wędrownych. Do budowy przystąpiono w 1930 roku, a chata powstała dzięki entuzjastycznemu zaangażowaniu wielu instytucji. Budynek otwarto 16 lipca 1933 r., a funkcję pierwszego chatara (gospodarza schroniska) objął Alojz Krupitzer. Następnymi dzierżawcami zostali Otakar Štáfl, twórca symbolicznego Cmentarza Ofiar Tatr oraz od 1978 roku niegdysiejszy nosicz, czyli tragarz – Viktor Beránek. W 1978 roku odbył się pierwszy gruntowny remont schroniska. Po jakimś czasie dobudowano piętro. Kolejne działania w 1999 i 2001 roku wiązały się z odbudową zniszczeń poczynionych przez licznie schodzące tu lawiny. Wielokrotnie rozważano przeniesienie schroniska w bezpieczniejszy teren, poprzestano jednak na wzmocnieniu konstrukcji. Ostatni remont ukończono w 2012 r. Od tego momentu budynek nie uległ żadnym zniszczeniom i po dziś dzień służy turystom.

Chwilę przed schroniskiem jest tablica z napisem: Wolne Królestwo Rys. Królestwo to, rozpoczyna się pod bramą ozdobioną tybetańsko-nepalskimi chorągiewkami, podobnymi do tych w Himalajach.  

Zatrzymujemy się w schronisku na chwilę, by przybić pieczątki. Naszą uwagę przykuwa jeden z napisów wewnątrz budynku:  “Wi-fi tu nie ma – rozmawiajcie ze sobą”. I jak tu się nie uśmiechnąć. 🙂 Fajnie, że są jeszcze takie miejsca. Po chwili odpoczynku robimy zdjęcia najwyżej położonego schroniska w Tatrach oraz legendarnej, najwyżej położonej … toalety. 😂 Bowiem, po przejściu 200 m w górę od schroniska jest toaleta z której można podziwiać widoki jakie oferują nam Tatry Słowackie. Jedno okno jest przeszklone, byśmy mogli podziwiać piękno Tatr Wysokich.

Gdy już dochodzimy do Chaty pod Rysmi, jedna myśl przychodzi nam do głowy: dziś staniemy na Rysach, nie ma odwrotu i ta radość nie do opisania. Od szczytu dzieli nas 40 minut, czyli już niewiele. Ruszamy więc najpierw albo po śniegu albo po kamieniach, jak kto woli, jest wybór.

Idziemy zatem około 100 m do Przełęczy Waga co zajmuje nam około 5 min, potem jeszcze chwilę po kamienistym szlaku i dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe podejście na Rysy. To tam jest najbardziej niebezpiecznie, szczególnie dla dzieci lub osób mających lek wysokości.

Trzeba uważać, gdyż wejście jest dosyć strome i polega na łapaniu się skał i wchodzeniu na czworaka czy pająkiem. Właśnie w tym momencie najczęściej dochodzi do wypadków, gdzie TOPR musi interweniować. Po skałach idziemy około 10 min. Na tym odcinku już nikt nie myśli o tym ile podejścia zostało. Widząc szczyt, w głowie od razu pojawia się myśl: teraz nie można się już poddać, trzeba iść do przodu, oczywiście każdy w swoim tempie.

Na szczycie jest mało miejsca, tak więc wystarczy niewielka liczba osób i już robi się tłok. Może być wtedy ciężko się poruszać i nawet momentami niebezpiecznie, nie mówiąc już o zrobieniu zdjęć bez ludzi. Pomimo to, miło popatrzeć na widoki, bo są naprawdę niesamowite. Z góry widać szlak po polskiej stronie oraz znaną bulę pod Rysami. Można również przyjrzeć się stawom: Morskiemu Oku i Czarnemu Stawowi oraz samemu schronisku nad Morskim Okiem. Ze szczytu wydają się takie małe. Z obu stron, można zobaczyć polskie i słowackie Tatry oraz powspominać wcześniejsze wędrówki po Tatrach Wysokich. Ach te Taterki, mamy do nich słabość 😜

Droga powrotna jest dosyć żmudna dla nas, gdyż bardzo dużo ludzi kieruje się w górę. Jak dobrze, że my wyruszyliśmy tak wcześnie. Słońce coraz mocniej grzeje. Lubimy słoneczne dni, aczkolwiek na szlaku wysokie temperatury raczej nie pomagają. Jednak pełni determinacji i przepełnieni radością z osiągniętego celu dochodzimy nad brzeg Jeziora Popradzkiego.

Jednak to nie koniec przygód na ten dzień. W tym momencie postanawiamy nieco zmienić naszą trasę.

Z obolałymi już nieco nogami spod schroniska ruszamy szlakiem żółtym jeszcze na Symboliczny Cmentarz Ofiar Tatr (Symbolický cintorín) znajdujący się niedaleko od Popradzkiego Stawu. Można tam znaleźć ponad 370 tabliczek z ponad 500 nazwiskami, upamiętniającymi osoby, które zginęły w polskich i słowackich Tatrach oraz zasłużonych osób, które zginęły również w innych górach. Ozdobiony jest on krzyżami w symbolicznych kolorach i wzorach.

Pomysłodawcą symbolicznego cmentarza był nie kto inny jak Otakar Štáfl, który chciał by wszystkie ofiary gór upamiętnić w jednym dostojnym miejscu. Po latach przygotowań, cmentarz został oficjalnie otwarty 11 sierpnia 1940 roku. Tabliczkę ma tutaj między innymi znany himalaista, alpinista i taternik, człowiek uznany za jednego z najwybitniejszych himalaistów w historii, Jerzy Kukuczka. Ma ją również Wanda Rutkiewicz, czyli polska himalaistka i alpinistka, która jako trzecia na świecie zdobyła Mount Everest. Aby uczcić zmarłych, co roku tuż przed świętem zmarłych, odbywają się tu uroczystości, w których udział biorą przedstawiciele: TOPR-u, horskiej służby i władz lokalnych. Nieważne jaka jest pogoda tego dnia, nigdy nie braknie tutaj ludzi. Przychodzą tutaj znajomi, rodzina upamiętnionych, oraz osoby, którym znane jest motto: Umarłym na pamiątkę, żywym ku przestrodze.

Idąc dalej szlakiem żółtym po jakimś czasie dochodzimy do szlaku niebieskiego, którym to szliśmy rano. Wędrujemy jeszcze przez jakiś czas asfaltem aż wreszcie docieramy do parkingu.

Podsumowując, szlak jest całkiem przyjemny, dosyć wymagający, ale możliwy do przejścia dla każdego w miarę sprawnego człowieka. Trzeba pamiętać o odpowiednim przygotowaniu, tzn. odpowiednie buty, ubranie, pogoda, czas, woda, ewentualnie coś do zjedzenia i co najważniejsze zdrowy rozsądek. Tym razem weszliśmy od strony słowackiej, ale musimy przyznać, że kusi nas też wariant polski.

Może kiedyś, kto wie …

Podobał Wam się wpis? Co myślicie o tym miejscu? A może macie jakieś sugestie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, to dla nas bardzo ważne 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *