Murzasichle (29.04 – 03.05.2017)

AUTOR: Zuzanna

  • 5 dni (29.04 – 03.05.2017)
  • jedno miejsce noclegowe – “Leśna Cisza” w Murzasichlu
  • 2 doliny: Chochołowska, Kościeliska
  • 4 schroniska – Murowaniec, Morskie Oko, na Hali Ornak i w dolinie Chochołowskiej
  • 2 kraje – Polska i częściowo Słowacja

Dzień 1 (29.04.2017)

Tradycyjnie jak od wielu lat ten czas spędzamy poza domem. Podczas tego wyjazdu postanowiliśmy spędzić nieco – choć niewiele – czasu w górskim klimacie. Obeznani z Podhalem, ruszamy by odkryć w nim jego nową stronę. Naszym zakwaterowaniem okazał się uroczy pensjonat, zwany Leśną Ciszą. Płacimy niewiele, a mianowicie 160 zł/ doba – za cztery osoby. Oczywiście nie korzystamy z funkcji wyżywienia, choć takowa jest możliwa. Pokoik jest ładny, przytulny jak to w Murzasichlu. Jednak to nie dojazd jest naszym głównym i jedynym celem tego dnia. Nasz wyjazd nastąpił o wczesnej porannej godzinie, dlatego też dzięki ominięciu korków na Zakopiance postanawiamy – już nie tracąc czasu – spędzić słoneczną sobotę w aktywny sposób. Po rozpakowaniu bagażu zapadła decyzja o pójściu na szlak z Chochołowa.

Pogoda była rewelacyjna na spacerek, gdyż nie padało, a temperatura była odpowiednia do naszych ubrań. Bez problemu przeszliśmy całą trasę Doliny Chochołowskiej i doszliśmy do schroniska. Oczywiście nie obeszło by się bez uwiecznienia pieczątek na karteczkach oraz wykonaniu kilku pamiątkowych zdjęć.

W drodze powrotnej udaliśmy się jeszcze do kaplicy na Polanie Chochołowskiej, gdzie daliśmy datek. W zamian otrzymaliśmy (wzięliśmy sobie) przepiękne zakładki z krajobrazami.

Po powrocie z wycieczki tradycyjnie udajemy się do sklepu, a potem zaczynamy przygotowania do grilla.

Podsumowując szlak do schroniska na Polanie Chochołowskiej jest dobrą rozgrzewką na dalsze, trudniejsze podejścia.

Dzień 2 (30.04.2017)

W taką niedzielę jak ta, nie mogliśmy sobie pozwolić na nudę. Wszak to przecież weekend i to wyjątkowy dzień, gdyż jesteśmy w Tatrach. Naszym celem okazały się okolice Kościeliska. W planach były miejsca dotąd nam nieznane, odchodzące od głównego szlaku. Pierwszym takowym okazał się szlak na Halę Stoły. Halny sprzed kilku lat uniemożliwiał nam dojście na wyznaczone miejsce, jednak w końcu nam się udało. Szlak niezbyt trudny, aczkolwiek stromy początek budzi strach.

Po zejściu z hali udajemy się w kierunku schroniska. Po drodze dodatkowo dochodzimy jeszcze nad Staw Smreczyński. Nigdy dotąd nie byliśmy tam wiosną.

W schronisku krótki odpoczynek i czas ruszać w drogę! Toż to jeszcze przed nami kolejne atrakcje! 😁😏

Ponownie tego dnia planujemy zaliczyć nowy odcinek szlaku. Udajemy się więc do tak zwanego Wąwozu Kraków. Jest nieziemsko, gdyż większość drogi przebyć można jedynie za pomocą drabinek i łańcuchów. Nieco się trzeba zmęczyć, natomiast widoki i przeżycia z dużą namiastką rekompensują wszystkie niedogodności. Zejście jest niezbyt trudne, choć nie brakuje śniegu i błota. Dodatkowe odcinki dzisiejszej trasy były zupełnie nowymi miejscami i wzbudziły w nas ogromny podziw. Polecamy wszystkim i zachęcamy do wędrówki po górskich ścieżkach.

Wieczorem podsumowanie dnia i ustalanie planów. Ale o tym już nazajutrz.

Dzień 3 (01.05.2017)

Poniedziałek to dzień ekologiczny, gdyż nie zabieramy ze sobą samochodu. Pomimo tego faktu, plan dnia nie był taki oczywisty:

Wierch Poroniec – Rusinowa Polana – Gęsia Szyja – Waksmundzka Rówień – Murowaniec – Czarny Staw Gąsienicowy – Brzeziny;

Skorzystaliśmy z transportu busem z Brzezin do Wierchu Poroniec. Cena … w miarę przystępna, aczkolwiek 36 zł/ 4 os. Za wejście do TPN nie zapłaciliśmy nic. Potem już dobrze nam znanym szlakiem do Równi Waksmundzkiej.

Pierwszym punktem pośrednim była oczywiście… Gęsia Szyja! A o widokach na niej można powiedzieć: wprost fenomenalnie. Klimat … no ciężko ocenić. Może tak: zimowo – wiosenny. 😊

 

Trzeba również pamiętać o wcześniej przebytej Rusinowej Polanie, również nam dobrze zapamiętanej.

Rówień też niewiele może o sobie powiedzieć. Zresztą zajrzyjcie na poprzednie wyjazdy a tam oddany będzie w sposób wspaniały klimat tej oto Równi.

Następnie udajemy się nowym dla nas szlakiem do schroniska Murowaniec. Cóż… trzeba wydeptywać nowe ścieżki. Śniegu ilość duża, lecz czego się spodziewać… chociaż? Pora roku wczesna – szanse na śnieg spore. Tak więc docieramy do schroniska i nasze plany nabierają kolorów.

Nie zwlekając dłużej udajemy się w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Oczywiście wraz z tatą podczas drogi powrotnej zbiegaliśmy po śniegu i cieszyliśmy się białym puchem uciekającym spod naszych nóg.

Po drodze mamy tylko schronisko, a później już droga z powrotem na Brzeziny.

Dzień 4 (02.05.2017)

Ostatni dzień pobytu na Podhalu postanowiliśmy spędzić podziwiając Morskie Oko. Parking od jakiegoś czasu podrożał do 25 zł – przy czym tłumy nie zmalały. Oczywiście nie stajemy w ciągnącej się kolejce do bryczek, gdyż jak co roku idziemy pieszo. Martwią nas kolejki szczególnie te już na Włosienicy, gdyż każdy sprawny, zdrowy człowiek bez problemu mógłby zejść lekkim spacerkiem na parking. Ale to już nie nasza wina, tylko tych którym nie chce się zejść i muszą do tego wykorzystywać konie.

Przybiwszy pieczątki w schronisku i po krótkim odpoczynku, udajemy się w drogę powrotną, gdyż nasze plany na wejście na Czarny Staw nie wyszły z powodu niewydeptanej ścieżki.

Tym szlakiem kończymy pobyt na Podhalu. Udajemy się jeszcze do często odwiedzanego sklepu na Słowacji po lentilki 😉 Pozostał jeszcze wieczorny grill i pakowanie rzeczy.

Dzień 5 (03.05.2017)

Środowy poranek przywitał nas typową dla Podhala pogodą – oczywiście mroźną. Droga przebiegła pomyślnie.

A Tatrom mówimy: Żegnajcie i do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *