Murzasichle (24.01 – 31.01.2015)

AUTOR: Andrzej

  • 8 dni (24.01 – 31.01.2015)
  • noclegi w Bajkowej Chacie (Murzasichle)
  • 5 stacji narciarskich: Rusin-Ski, Kotelnica Białczańska, Małe Ciche, Murzasichle Ski, Polana Szymoszkowa
  • 2 schroniska tatrzańskie: Murowaniec, Ornak

Dzień 1, 2 (24 – 25.01.2015)

To już nasz dziewiąty pobyt na Podhalu, w tym czwarty zimową porą. Za to po raz drugi gościliśmy w Bajkowej Chacie u Justynki i Darka. Wreszcie dostaliśmy obiecaną latem nalewkę (etykieta poniżej).

Dodatkowo zabraliśmy ze sobą nasze dwa kotki – Nelę i Bogdana. A pomysł żeby adoptować te stworzenia zrodził się latem roku poprzedniego kiedy to przebywaliśmy w Bajkowej Chacie.

Jednak po głównych właścicielach domku ani śladu. Tak bardzo dobrze zafunkcjonował wynajem domku, że dla nich po prostu zabrakło miejsca. A przecież bez nich to już nie to samo miejsce co latem. Ale stało się. W planach jest za to powiększenie studia kosztem miejsce do grillowania i krytego parkingu dla wozów gości. Z uwagi na to że to okres zimowy, grill został zamieniony na ognisko. Oby cieplej było.

Kolejnego dnia w niedzielę udajemy się do wypożyczalni “U Józka” nieopodal miejsca zakwaterowania. To tu kompletujemy sprzęt dla dziewczynek. Swoje pierwsze kroki kierujemy w stronę Bukowiny Tatrzańskiej na całkiem nowy dla nas stok narciarski – RUSIN-SKI.

Po naradzie nabywamy karnety 4 – godzinne i ruszamy szusować po stoku. Pogoda sprzyja, jest dość ciepło. Śniegu nie brakuje a stok dodatkowo jest naśnieżany przez armatki. Kolejki do wyciągu nie były zbyt długie, więc udało się pozjeżdżać maksymalnie dużo razy w ciągu całego pobytu.

 

Nieco zaprawieni w boju zaczęliśmy planować kolejne wyjazdy na stoki, ale wcześniej postanowiliśmy nieco rozchodzić mięśnie na szlakach. A w czyim towarzystwie? Oczywiście naszych znajomych Piotra i jego syna Adama. Tak więc nazajutrz startujemy.

Dzień 3 (26.01.2015)

Kilka minut po 9 rano umawiamy się i spotykamy w Kuźnicach. Parkujemy w dobrze nam znanym miejscu, a że nikt do nas nie wychodzi więc parking mamy darmowy. Kierujemy się w stronę dolnej stacji kolei linowej na Kasprowy Wierch a następnie po zakupie biletów i przybiciu pieczątek kierujemy się w stronę szlaku na Boczań. Docelowo chcemy osiągnąć schronisko PTTK Murowaniec. Pomału i mozolnie idziemy w stronę Nosalowej Przełęczy by potem odbić na wspomniany Boczań.

Docieramy na rozwidlenie szlaków w stronę Doliny Jaworzynki i Boczania. Wraz z wysokością rośnie ilość śniegu, dominuje szadź i mgła. Tam krótki oddech i marsz dalej. Osiągamy Betlejemkę by niestety nie móc ujrzeć Tatr Wysokich. Powodem wszechobecna mgła.

Gdy dochodzimy do Murowańca to suszymy wilgotne buty i skarpety, spożywamy małe co nieco i ruszamy w drogę powrotną.

Na rozwidleniu szlaków na Przełęczy Między Kopami decydujemy się na zejście Doliną Jaworzynki. Takiej opcji marszu i to jeszcze zimą nie mieliśmy. Szlak okazuje się mocno zaśnieżony i dość stromy. Dzieciaki (i nie tylko) mogły część stromych odcinków pokonać na … pupach. Dzięki temu powstał ciekawy film, który wieczorem pojawił się na Facebooku. I od razu pojawiły się lajki. Tego dnia pokonaliśmy pieszo 15 km. Był to bodajże trzeci szlak zimą jaki zrobiliśmy razem z naszymi ziomkami z Woli.

Wieczorem podobnie jak poprzedniego dnia startujemy na pontony w Murzasichle Ski. Z tą różnicą że tym razem każde z dzieci wykupuje po 5 zjazdów, ale dzięki ich przedsiębiorczości wspólnie z Adamem zjeżdżają po 10 razy.

Snowtubing

Wieczorem pozostaje nam ognisko. Bo zimą też się da 😉

Dzień 4 (27.01.2015)

We wtorek o poranku kolejny wypad na narty z naszymi znajomymi – Piotrem i Adamem do Białki Tatrzańskiej na Kotelnicę Białczańską.

Karta stacji

Dla najmłodszej narciarki – Zuzki to debiut na miejscowych stokach, bo reszta miała przyjemność tu pozjeżdżać. Oczywiście stacja narciarska jest w ciągłej rozbudowie. Doczekała się kolejnego wyciągu – Jankulakowski z podgrzewanymi i krytymi kanapami w kolorze pomarańczowym. Ale żeby dostać się do najmłodszego “dziecka” stacji to najpierw trzeba zjechać trasą FIS (czerwoną) by wyciągiem Pasieka Express z błękitnymi pokrywami dotrzeć na szczyt. Udało się w ten sposób kilkukrotnie wjechać tymi wyciągami i zjechać już na nartach. Ale nie tylko ekskluzywne kanapy były w zasięgu naszych zainteresowań.

Popróbowaliśmy jazdy na każdym z wyciągów by potem mając nad głowami ich kanapy jeździć w dół. Jedynie pominięte zostały wyciągi orczykowe z uwagi na trudności z podjazdem dla najmłodszych.

A czym zaskoczyła nas Białka Tatrzańska? Dobrze utrzymanymi stokami i pięknymi widokami. Jedyny mankament to długie oczekiwanie na wyciągi w godzinach okołopołudniowych. Jednak taka sytuacja nas nie zniechęca, to wręcz pokazuje jak lubianą stacją narciarską jest Kotelnica. Nieco podmęczeni zwijamy sprzęt i zjeżdżamy na kwaterę.

Wieczorni goście Bajkowej Chaty

Przed wieczorem po zmroku mamy stary rytuał: kilkanaście zjazdów na pontonach (snowtubing) i ognisko rozpalone na terenie Bajkowej Chaty.

Dzień 5 (28.01.2015)

I po raz kolejny jedziemy do stacji narciarskiej Małe Ciche. Byliśmy tu już kilkukrotnie, część zjazdów odbywała się tu wieczorową porą po 16 kiedy obowiązują tańsze karnety i stan tras zjazdowych pozostawiał wiele do życzenia.

Tym razem było to za dnia a wszystkie stoki były dobrze naśnieżone i cały kompleks wyciągów pracował. Na początku skupiliśmy się na kolei wyprzęganej, ale z powodu zbyt dużej ilości chętnych skupiliśmy się na wjazdach na górę kolejką niewyprzęganą. Zuzka w pełni opanowała wsiadanie na taki rodzaj krzesełek, nikt nie musiał ułatwiać jej tej czynności. Pogoda tego dnia była piękna, nie wiało i nie padało.

 

A wieczorem tradycyjnie udajemy się na kompleks narciarski Murzasichle Ski by pozjeżdżać na pontonach.

Dzień 6 (29.01.2015)

I mamy drugi debiut narciarski podczas tych ferii. Tym razem obieramy kierunek Zakopanego. Jednak pod stokiem Harenda decydujemy, że jest on zbyt stromy i jedziemy w kierunku Polany Szymoszkowej. I właśnie tutaj znajdujemy coś dla siebie: duży wyciąg z pokrywami lub wolniejszy z krótszym stokiem dla mniej wprawnych narciarzy.

Pierwsza próba zostaje podjęta z najdłuższego stoku gdzie dowozi kolej z pokrywami. Jednak po jednym zjeździe decydujemy, że będziemy doskonalić swoje umiejętności na tym krótszym, bardziej pasującym do naszych możliwości.

Jednak na finiszu czasu trwania naszego karnetu decydujemy się na zjazd czerwoną trasą by z samej góry podziwiać panoramę Tatr Wysokich. A trzeba przyznać, że wrażenia są bezcenne.

Dzień 7 (30.01.2015)

Nie sposób policzyć który to już raz idziemy Doliną Kościeliską. Ale łatwo doliczyć się, że jest to po raz pierwszy wspólnie z naszymi znajomymi. Pogoda sprzyja, nieco dmucha wiatr, ogólnie aura jest sprzyjająca. Wchodząc na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego uiszczamy opłaty w kwocie 5 / 2,5 pln.

I ruszamy w kierunku schroniska PTTK na Hali Ornak. Po drodze mijamy wielkie połacie bez drzew, które uszkodzone przez halny sprzed roku zostały uprzątnięte przez drwali. Oczywiście przy wejściu na szlak uzupełniamy pieczęciami książeczki GOT (Górska Odznaka Turystyczna).

Nasi współtowarzysze wycieczki są zachwyceni widokami podczas naszej wspólnej wędrówki. W schronisku ogrzewamy się co nieco, posilamy i rozważamy możliwość pójścia nad Smreczyński Staw, gdzie do tej pory byliśmy tylko raz latem. Musimy jednak pierwsze zimowe wejście w to miejsce odłożyć na inny termin, gdyż szlak jest tymczasowo zamknięty.

 

Dystans jaki pokonaliśmy tego dnia wyniósł 15 km co po zaśnieżonych i oblodzonych szlakach do najprostszych nie należy. I w ten oto sposób kończymy naszą przygodę z zimowymi szlakami tatrzańskimi. O poranku zima zaakcentowała swoją obecność i aby opuścić teren Bajkowej Chaty trzeba było wezwać ciągnik z pługiem. I to była ostatnia przygoda tej zimy na Podhalu.

Tatrom mówimy: Narka ⛸🎿🛷

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *