Murzasichle (12.08 – 23.08.2014)

AUTOR: Andrzej

  • 12 dni (12.08 – 23.08.2014)
  • jedna kwatera “Bajkowa Chata”
  • cztery schroniska tatrzańskie: na Hali Ornak, w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, Morskie Oko, Murowaniec
  • Aqua City Poprad
  • park linowy – Biały Bór
  • największa wysokość – 2122 m n.p.m. Krzesanica

Dzień 1 (12.08.2014)

TATRY – to tu zaczynamy kolejny urlop. Startujemy zaraz po 14.00, planowany dojazd około 20.00. A jaki mamy punkt docelowy? Oczywiście jak od lat – wieś Murzasichle na Podhalu. Kwaterę mamy pod numerem 129 A w Bajkowej Chacie u Justynki i Darka.

Należy wspomnieć, że Bajkowa Chata została zbudowana specjalnie dla prof. Witolda Kapuścińskiego w 1973 roku. To właśnie jego ideą było, by Bajkowa Chata była domem otwartym dla ludzi kochających Tatry i całe Podhale.

Miejsce to jak w nazwie jest bajkowe. Do dyspozycji mamy studio z łazienką, lodówką i pełnym aneksem kuchennym. Do tego jeszcze bezpośrednie wyjście wprost na podwórko. Wybór tego miejsca był oczywiście strzałem w 10 – kę.

“Naraz” – jak to mawiał Darek – nastała rodzinna atmosfera – wkoło koty i pełen relaks. No i właśnie te koty sprawiły, że nasze życie po wakacjach nieco się zmieniło. Podczas jednego z wspólnie spędzonych wieczorów, Darek przekonał mnie abym zrobił córkom niespodziankę. Jako że nasze dziewczyny od zawsze uwielbiały zwierzęta, długo się nie opierałem. Tego samego wieczoru przejrzeliśmy ogłoszenia i umówiłem się na odbiór naszego kotka zaraz po powrocie do domu.

Chciałem jeszcze dodać, że naszymi sąsiadami w Bajkowej Chacie byli turyści z Francji. Przyjechali na trzy samochody z miejscowości Caen. Bardzo fajna rodzinka.

Na miejscu okazało się że w domku jest galeria Darka Eastwooda (to pewnie jakieś związki z USA) – czyli naszego gospodarza.

Zapoznawszy się z regulaminem planujemy już kolejne dni pobytu. Oczywiście jako przezorni turyści zaopatrujemy się w ubezpieczenia (dobrowolne oczywiście). Trafiliśmy właśnie na akcję TPN w okresie 9 – 17 sierpnia 2014 roku. Po sezonie okazało się, że akcja nie wypaliła, bo Polak myśli “mnie to przecież nie dotyczy”. Poniżej można zapoznać się ze szlakami którymi chodziliśmy tego lata wraz z sumami kilometrów. Dokładnie 124 km szarpnęliśmy w ciągu kilku tych dni. Oczywiście każdego wieczoru odbywał się tradycyjny grill. W planach oprócz wędrówek po Tatrach mieliśmy też baseny termalne czy też parki linowe.

A najbardziej przypadła nam do gustu kwatera i wieczorne pogawędki z Darkiem o wszystkim (przy Mnichu oczywiście).😁

Dzień 2 (13.08.2014)

Cyrhla – Polana Olczyska – Nosal ( 1206 m n.p.m.) – Kuźnice – 8,87 km

Pierwszą wycieczkę jaką zaplanowaliśmy sobie na ten urlop był znany szlak od Cyrhli do Kuźnic. Nie weszliśmy na Kopieniec bo pogoda była lekko mówiąc nie najlepsza. Deszczyk co prawda popadywał drobny ale lipcowe opady zrobiły swoje. Wszędzie wilgoć i kałuże. Oczywiście zakupiliśmy bilety 7 – dniowe w cenie 5 – cio dniowych wraz z ubezpieczeniem.

Ulgowy i normalny na tydzień.

Od przygodnych turystów udało się nam dowiedzieć o zabłoconym (jeszcze bardziej od tego którym szliśmy) szlaku z Polany Olczyskiej w stronę Jaszczurówki.

Zrywka i wyrąb drzewa po zimowym halnym to główne przyczyny tego błota. Jako doświadczeni turyści nie zrażamy się tym faktem i idziemy. Trudności na szlaku są nam ogólnie znane, gdyż to nie pierwsza przechadzka tym odcinkiem.

Już po raz trzeci zdobywamy Nosal i traktujemy go rozgrzewkowo przed wyższymi partiami gór. Dodatkowo towarzyszy nam gadżet, czyli aplikacja która dzięki GPS pokazuje i zlicza kilometry na szlaku którym podążamy w danym dniu. Tego dnia nie było to zbyt wiele kilometrów – zaledwie 8,87. Ale jak na początek to i tak dobra zaprawa przed tym co zaplanowaliśmy. Powróciliśmy do starego pomysłu zbierania pieczątek z wejść do TPN i schronisk. Przybijaliśmy je w zeszycie a następnie wycinamy i wklejamy do naszego dziennika podróży. Samochód parkujemy w Cyrhli a więc z Kuźnic trzeba do niego wrócić busem. Tak też robię. Dziewczyny zostają na przystanku Bystre a ja jadę do Cyrhli.

Tak więc szlak rozruchowy mamy już za sobą. Kolejnego dnia na szlakach możemy nieco pozdejmować odzież, bo pogoda zacznie się rozkręcać. Zapas ubrań możemy schować do plecaków na wszelki wypadek. A wiadomym jest, że takowy na pewno nastąpi.

Dzień 3 (14.08.2014)

Dość szybko przypominamy sobie w Tatrach o relaksie, czyli o basenach termalnych. W tym sezonie przez przejście graniczne na Łysej Polanie lecimy na Słowację. Decyzją większości chcemy poznać jakieś termy inne niż polskie. Najpierw dojeżdżamy do miasta Vrbov a później zmierzamy do Popradu i miejscowego AquaCity . To we Vrbov są całoroczne baseny termalne ale my wybieramy te w Popradzie.

W końcu oddajemy się uciechom cielesnym w ciepłych wodach. To wszystko jest porównywalne do naszego Podhala i większość atrakcji jest w podobnym stylu. A cenowo? Paragon poniżej pokazuje że ceny za cały dzień są przystępne (52 Euro). A że temp. tego dnia nie była zbyt wysoka więc wody o temp. trzydziestu kilku stopni były całkiem przyjemne.

 

Dzień 4 (15.08.2014)

Kiry – Dolina Tomanowa – Chuda Przełączka (1850 m n.p.m.) – Kiry – 18,68 km

Który to już raz w Kościelisku? Nikt nie liczy, ale za to od schroniska na Hali Ornak idziemy całkiem nowym szlakiem Doliny Tomanowej.

Cel był taki aby dojść na przełęcz Tomanową gdzie nie ma już przelotowego szlaku na Słowację. A tu okazało się że i po naszej stronie nie ma możliwości przejścia. Szlak po prostu został zamknięty. My mamy w planach dojście na Chudą Przełączkę (1850 m n.p.m.). I udaje się. Z dołu możemy podziwiać wierzchołki Ciemniaka i Krzesanicy. Dla nas tego dnia nieosiągalne bo jak się okazało po powrocie na parking, tego dnia przeszliśmy 18,68 km. To i tak niemało biorąc pod uwagę że to dopiero drugi dzień wędrowania. W drodze powrotnej obieramy wariant skrótowy w stronę Twardego Upłazu i Adamicy.

 

Wychodzimy znowu w Kirach ale ten odcinek szlaku jest mało sympatyczny, dużo spływającego błota i stojącej wody. Jednak nie zrażamy się, bo oto odkryliśmy tego dnia zupełnie nowe odcinki szlaków tatrzańskich. Choć nieco zabłocone po lipcowych opadach odkryły przed nami widoki na zupełnie nowe fragmenty Tatr.

Dzień 5 (16.08.2014)

Dolina Małej Łąki – Polana Małołącka (1164 m n.p.m.) – Przełęcz Kondracka (1725 m n.p.m.) – Giewont (1894m n.p.m.) – Przełęcz w Grzybowcu (1311 m n.p.m.) – Gronik – 13 km

Tego dnia o poranku nikt nie zakładał że wspólnie wejdziemy na najbardziej charakterystyczny szczyt Zakopanego.

A jednak udało się. Zdobyliśmy Giewont o wysokości 1894 m n.p.m. A skąd zrodził się pomysł na ten szlak?

Jeszcze zimą kiedy – jak nam się wydawało – byliśmy niedaleko przełęczy Kondrackiej, postanowiliśmy że latem nie darujemy. No i poszliśmy. Łatwo nie było ale po osiągnięciu owej przełęczy mogliśmy podziwiać Kopę Kondracką. No i wtedy stała się rzecz niesłychana. Zuzka pobiegła szlakiem prowadzącym na Giewont. Niewiele myśląc pobiegliśmy za nią, aby ją powstrzymać. Niestety nie udało się, dogoniliśmy ją w momencie gdy szlak ten był już jednostronny. Jedyne co nam pozostało to iść tam razem. Podzieliliśmy się w pary: ja z Zuzką, mama z Julką. Szlak okazał się ciasny z łańcuchami w końcówce a do tego trzeba było zaopiekować się dziećmi. Gdy dotarliśmy na szczyt Zuza (lat 6) znów nas zaskoczyła, bowiem ku rozbawieniu wszystkich na cały głos krzyknęła: “spełniło się moje marzenie z dzieciństwa”.

 

Po uwiecznieniu się na fotach schodzimy w dół i obieramy kierunek dobrze nam znanej przełęczy w Grzybowcu i Polany Małołąckej. Dystans jaki zrobiliśmy tego dnia to 13 km, no i zdobyliśmy symbol Zakopanego. Nieco podmęczeni ale zadowoleni wsiadamy w samochód i jedziemy (w korku) na kwaterę.

Dzień 6 (17.08.2014)

Dolina Chochołowska – Siwa Przełęcz (1812 m n.p.m.) – Siwy Zwornik (1965 m n.p.m.) – Gaborowa Przełęcz (1938 m n.p.m.) – Siwa Przełęcz – Dolina Chochołowska – 21,89 km

To nie przypadek, że tego dnia padł rekord jeśli chodzi o dzienny dystans w górach. Początek szlaku jednak pokonaliśmy traktorkiem ” Rakoń”, ale tego dystansu nie wliczamy w długość wędrówki. Doliną Starorobociańską maszerujemy w stronę Siwej Przełęczy. Już na samej górze (1812 m n.p.m.) zerkamy w stronę Siwego Zwornika i przełęczy Gaborowej. Kiedy już tam dochodzimy apetyt rośnie jeszcze bardziej i skłaniamy się ku wejściu na trój- szczyt: Starorobociański, Kończysty i Trzydniowański Wierch.

Jednak wraz podchodzeniem na Starorobociański zaczyna lekko załamywać się pogoda. A że tego dnia nie mieliśmy ze sobą wszystkiej ciepłej odzieży, więc na wysokości 2130 m n.p.m. musimy podjąć bolesną decyzję o wycofaniu się ze szlaku. A najbardziej to zabolało naszą Anię. Lekko podłamani wycofujemy się w stronę Siwego Zwornika by tam ocenić sytuację. Ale tu o dziwo ta decyzja zaczyna mieć dobre strony. Bo oto w okolicy wspomnianego Zwornika naszym oczom zaczynają ukazywać się sylwetki tatrzańskich kozic. W pierwszym momencie wydają się to być fatamorgana, ale po chwili zza kamieni wychodzą kolejne sztuki tych tatrzańskich bywalców.

W sumie naliczyliśmy ich aż 18 sztuk dumnie przechadzających się po trawiastych miejscach. W pewnych momentach te wspaniałe zwierzęta nawet zastępują nam drogę podjadając trawkę. Część z nich z wyższych partii bacznie się nam przygląda. Pozostałe nie zważając na nic depczą po szlaku jak gdyby były turystami. Jednak z upływem czasu z uwagi na zbliżający się wieczór musimy zostawić towarzystwo kozic i podążać w stronę Doliny Chochołowskiej. W planach było zahaczenie jeszcze o Ornak – 1853 m n.p.m. i Iwaniacką Przełęcz, ale czas biegł nieubłaganie. Pomimo tego nie korzystamy w drodze powrotnej z traktorka ” Rakoń” i nabijamy na licznik prawie 22 km. Mocno zmęczeni wsiadamy do samochodu i jedziemy do Bajkowej Chaty.

Dzień 7 (18.08.2014)

Kuźnice – Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) – Kopa Kondracka (2005 m n.p.m.) – Małołączniak (2096 m n.p.m.) – Krzesanica (2122 m n.p.m.) – Ciemniak (2096 m n.p.m.) – Siwa Przełączka (1812 m n.p.m.) – Przełęcz Tomanowa (1686 m n.p.m.) – Dolina Kościeliska – Kiry (20,2 km)

Plan tego dnia był oczywisty. Dokładnie taki jaki widnieje w tytule. Na Kasprowy Wierch wjechaliśmy koleją linową nie stojąc w kolejce do kas, by przejść szczytami Czerwonych Wierchów.

Kilka lat wstecz w naszym debiucie poszliśmy aż do przełęczy pod Kopą Kondracką w dużej mgle. Tym razem pogodowo było rewelacyjnie, pomijając silny wiatr właśnie w okolicach przełęczy. Tym razem byliśmy zaopatrzeni w ciepłą odzież. I tak wędrowaliśmy dalej poprzez Kopę Kondracką, Małołączniak, Krzesanicę i Ciemniak.

Największe wrażenie zrobiła na nas Krzesanica, bo to właśnie tam zrodził się plan turystów aby z dostępnych kamieni usypywać takie kamienne kopczyki. Jest ich tam całe mnóstwo, pewnie kilkaset co czyni ten szczyt wyjątkowym w całym masywie Czerwonych Wierchów.

 

Nieco rozochoceni widokami idziemy w kierunku ostatniego punktu usytuowanego na wysokości 2096 m – Ciemniaka, by potem schodzić do poznanej kilka dni wcześniej Siwej Przełączki.

Tak też czynimy. Zejście na 1850 m jest nieco mozolne ale podbudowani sukcesami tego dnia dajemy radę. Ale o dziwo to nie koniec atrakcji tego dnia.

W odległości około 100 m od Chudej Przełączki naszym oczom ukazuje się policyjny śmigłowiec z gotowymi do niesienia pomocy TOPR – owcami. Najwidoczniej lekkomyślny turysta zwichnął nogę a my całą akcję możemy podziwiać z odległości kilkudziesięciu metrów. Cała akcja trwa kilka minut a my podziwiamy kunszt pilotażu w trudnych warunkach kiedy wieje porywisty wiatr.

Z Chudej Przełączki schodzimy dobrze znaną Doliną Tomanową i do schroniska na Hali Ornak a potem do Kir.

 

Dzień 8 (19.08.2014)

Palenica Białczańska – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Świstówka Roztocka (1860 m n.p.m.) – Morskie Oko (1395 m n.p.m.) – Palenica ( 21 km).

We wtorek o poranku obieramy kierunek Łysa Polana i parkujemy w Palenicy Białczańskiej. Tutaj jak zwykle tłoczno a wozy na Polanę Włosienicę z kompletem pasażerów. W związku z testami elektrycznych Melexów na tej trasie mogliśmy zobaczyć je na żywo. Wzbudzają ogólne zainteresowanie ale czy przyjmą się na Podhalu? Czas pokaże.

A my drepczemy pieszo trasą którą już przeszliśmy w przeszłości. Po drodze Wodogrzmoty Mickiewicza. Pogoda póki co sprzyja i osiągamy Wielką Siklawę, ale prognozy nie nastrajają optymistycznie. Na szczęście nie jest tak źle i spokojnie skręcić na szlak w kierunku Pięciu Stawów.

Jednogłośnie decydujemy się na przejście ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich w kierunku Świstówki Roztockiej.

Szlak z dobrym widokiem na Pięć Stawów rekompensuje nam wysiłek jaki trzeba włożyć w jego przejście. W drodze powrotnej nie omieszkamy wstąpić do schroniska nad Morskim Okiem by przybić pieczątki do papierowego albumu podróży.

Dzień 9 (20.08.2014)

We wtorek – pomimo że pogoda była bardzo przyzwoita – jedziemy do Chabówki by zwiedzić tamtejszy skansen parowozów i parowozownię.

I tu mamy pecha bo w związku z odbywającą się cyklicznie co roku Parowozjadą na kilka dni wcześniej zamyka się to miejsce dla zwiedzających. Nieco zasmuceni – bo w to miejsce mieliśmy chęć podjechać kilka lat wstecz – chcemy jakoś osłodzić sobie nastroje. Przez Jurgów jedziemy na Słowację do m. Podspady by tam zaopatrzyć się w ” imprezę”, tzn. słodycze i inne produkty. Dla każdego coś dobrego!!!

W drodze powrotnej zahaczamy o zakopiańskie Krupówki , tu wydajemy kolejne dutki. W naszej wsi Murzasichle mamy wizytę w parku linowym – Biały Bór. Dziewczyny po instruktażu decydują się na trasę średnią. Zuzka pokonuje ją dwukrotnie. Impreza nie należy do najtańszych bo jej koszt to całe 50 pln za całość. Ale na pewno było warto.

Dzień 10, 11 (21 – 22.08.2014)

Kuźnice – Boczań – Przełęcz Karb – schronisko Murowaniec – Brzeziny – 21 km

Ostatniego dnia pobytu na Podhalu zjawiliśmy się w Kuźnicach by podreptać po dobrze znanym szlaku Doliną Jaworzynki.

Przy rozwidleniu pod schroniskiem Murowaniec poszliśmy w stronę przełęczy pod Świnicą. Na wysokości Zielonego Stawu i Kurtkowca udaliśmy się w stronę przełęczy Karb, by potem zejść do Czarnego Stawu Gąsienicowego.

 

A wracając do początku szlaku to trzeba spojrzeć na bramkę u jego wlotu. Tak tak, to zdjęcie poniżej to kolejka do wstępu na teren TPN -u w Kuźnicach, do kolejki linowej na Kasprowy Wierch ogonek był znacznie dłuższy. Na szczęście mając bilety tygodniowe weszliśmy bez kolejki.

I nie ma co się dziwić, gdyż dane Tatrzańskiego Parku Narodowego wykazały, że w okresie wakacyjnym Tatry zanotowały około miliona wejść na jego teren. A przecież tych ludzi trzeba gdzieś pomieścić. Dlatego tak bardzo ciasno jest niemal na każdym odcinku szlaków. Rekordy bije nadal ” deptak” do Morskiego Oka który można porównać z procesją w Święto Bożego Ciała.

A wracając do szlaku na przełęcz Karb to trzeba wspomnieć, że wejście na Karb (1853 m n.p.m.) jest do ogarnięcia, natomiast zejście nad Czarny Staw Gąsienicowy to już wyższa szkoła jazdy. Daliśmy jednak radę i w ten sposób na mapę przebytych szlaków tatrzańskich możemy dorzucić ten odcinek.

Tęskniąc nieco nad zejściem do Brzezin, poszliśmy prosto ze schroniska właśnie w tamtą stronę. Oczywiście uprzednio stemplując nasz dziennik podróży w Murowańcu i przy początku szlaku z Brzezin (Sucha Woda). Tę ostatnią przybijamy o poranku gdyż przed wieczorem budka jest już zamknięta.

I to by było na tyle tego lata. Tym szlakiem kończymy wędrówkę po Tatrach. Okazało się że jest jeszcze mnóstwo możliwości przed nami jeśli chodzi o nowe pomysły. W ciągu 11 dni pobytu nie dopadło nas znużenie. Każdego dnia mieliśmy jakiś pomysł na siebie. Dodatkowo mieliśmy super miejscówkę w Bajkowej Chacie u Darka i Justynki. Po prostu nie było nudy. Śmiemy twierdzić, że był to jeden z naszych najlepszych pobytów na Podhalu, któremu zgodnie mówimy: Do zobaczenia!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *