Łysica

  • najwyższy szczyt w Górach Świętokrzyskich – 614 m n.p.m.
  • szczyt zaliczany do Korony Gór Polski i Korony Gór Świętokrzyskich
  • pamiątkowa pieczątka: w Chacie Kaka i na wejściu na szlak w Świętej Katarzynie
  • początek szlaku – Kakonin (Chata Kaka)
  • koniec szlaku – Święta Katarzyna
  • długość szlaku – 4,2 km (na szczyt) + 1,8 km (powrót)
  • czas –  1 h 30 min (na szczyt) +  25 min (powrót)
  • po drodze: Przełęcz Świętego Mikołaja, Skała Agaty, kapliczka i źródełko Św. Franciszka z Asyżu
  • na szczyt –  244 m ↑ /  31 m ↓
  • powrót –   239 m ↓ /  0 m ↑
  • punkty GOT – 5 (na szczyt)  + 3 (powrót)
  • data naszej wędrówki: 03.07.2010 r. , 16.08.2020 r.

Łysica to wyjątkowy, magiczny szczyt, który przywodzi nam na myśl gołoborza, czarownice, diabły i kto wie co więcej.  A skąd wzięła się nazwa szczytu? Czyżby dawni mieszkańcy tych okolic byli łysi skoro tyle razy w okolicznych nazwach pojawia się słowo “łysy”, np. Łysica, Łysiec, Łysa Góra? Otóż nie. Nazwa góry “Łysica” wzięła się od pokrywających szczyt rumowisk skalnych, powstałych w okresie plejstocenu. Według legend na tych właśnie „gołych od boru” wierzchołkach gór zbierały się w czasach pogańskich wiedźmy na sabat.

Na Łysicę można wejść przynajmniej z dwóch miejsc: Święta Katarzyna i wieś Kakonin.

© Mapa Turystyczna,© autorzy OpenStreetMap

My wybieramy wariant mieszany, tzn. z Kakonina idziemy pod górę, by następnie po zdobyciu szczytu zejść do Świętej Katarzyny. Naszą wędrówkę na Łysicę rozpoczynamy koło Chaty Kaka (50.872338, 20.934492). Tam pozostawiamy też samochód i udajemy się do tejże chaty po pieczątkę do książeczek KGP i PTTK GOT.

nasz szlak: czerwony

 Nasz szlak:

Kakonin – Przełęcz św. Mikołaja – Skała Agaty –Łysica – kapliczka i źródełko św. Franciszka – Święta Katarzyna

Po wyjściu z Chaty Kaka idziemy ścieżką znajdującą się po prawej stronie. Po przejściu kilkunastu metrów mijamy siłownię plenerową i plac zabaw.

Przechodzimy przez drewnianą bramę, informującą nas o wkroczeniu na teren Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Obok tych wrót jest regulamin tego parku  oraz pierwszy drogowskaz.

Stąd udajemy się szlakiem czerwony w kierunku najwyższego szczytu Gór Świętokrzyskich, czyli Łysicy. Cały ten odcinek szlaku prowadzi w lesie, jest bardzo łagodny, nie ma tu stromych momentów.

Góry Świętokrzyskie to najstarsze góry w Polsce i jedne z najstarszych w Europie, powstały ponad 500 mln lat temu podczas orogenezy kaledońskiej. Kilkukrotnie ulegały procesowi wypiętrzania, niszczenia i zalewania przez morza. Na powierzchni tego parku narodowego występują skały i skamieniałości ze wszystkich okresów dziejów Ziemi. Te góry to unikat na skalę europejską.

Góry Świętokrzyskie  są porośnięte w 95% lasami jodłowymi i bukowymi. Dlatego nie ma co się spodziewać widoków po drodze. Tak jak widać na poniższym zdjęciu, szlak przypomina trochę zwykłą ścieżkę w lesie.

Według drogowskazów szlak z Kakonina powinniśmy pokonać w 1h 30 minut, nam udało się dojść w 50 minut, czyli bardzo szybko. Uważam, że każdy da radę dojść na Łysicę  w tym samym czasie, a nawet trochę szybciej. Po drodze mijamy Przełęcz św.Mikołaja, na której stoi niewielka kapliczka oraz drogowskazy.

Dalej idziemy szlakiem czerwonym, stąd pozostało nam (według znaków) 45 minut drogi. Ścieżka nadal prowadzi w lesie, nie ma żadnych, ale to żadnych widoków, po drodze mijamy Skałę Agaty (613,7 m n.p.m), która jak się okazało jest minimalnie wyższa od Łysicy (613,35 m n.p.m).

Jednak Łysica nadal pozostaje najwyższym szczytem w Górach Świętokrzyskich.

Na szczycie Łysicy stoi krzyż, tablica z drogowskazami i kilka drewnianych ławek.

Niestety na szczycie nie ma pieczątki, można ją zdobyć na wejściach na szlak.

Z Łysicy schodzimy nadal szlakiem czerwonym, ale tym razem do Świętej Katarzyny. Szlak ten jest zdecydowanie krótszy aczkolwiek szybciej zdobywa się wysokość, czyli oznacza to, że jest większe nachylenie terenu. Po drodze mijamy gołoborze.

Schodzimy też w miarę szybko, bo w około 20 minut. Szlak na Łysicę od strony Świętej Katarzyny zdecydowanie jest inny niż ten z Kakonina. Po drodze widać gołoborza (rozrzucone kamienie), schodzi się troszkę wolniej ze względu na kamienie na szlaku i ilość turystów, trzeba bardziej używać. Po drodze mijamy drewnianą chatę, nieco dalej są schody drewniane.

Po pewnym czasie dochodzimy do kapliczki i źródełka św. Franciszka. Obecnie strumień wody wypływa z obudowanej studni. Woda ma stałą temperaturę i nigdy nie zamarza, turyści mogą spróbować smacznej i zdrowej wody.

Według legendy młodsza z sióstr wypłakała tu oczy po tym, jak starsza zginęła pod gruzami zamku zburzonego przez piorun. Jej łzy zasiliły cudowne źródełko i dlatego woda ma szczególną moc leczenia oczu. Tuż obok tegoż źródełka stoi kapliczka, której patronem także jest Św. Franciszek z Asyżu. Pierwszy kościółek postawili w tym miejsc w 1641 roku bernardyni stanowiący gałąź Zakonu Franciszkanów. Obecna drewniana kapliczka pochodzi z XIX wieku, stoi w pobliżu kasy parku.

Po kilku minutach docieramy do punktu kasowego w Świętej Katarzynie, tam przybijamy pieczątki.

Idziemy jeszcze do miejsca pamięci ofiar I i II wojny światowej. Znajdują się tam dwie mogiły, które skrywają około 80 ofiar mordu dokonanego przez niemieckie wojska okupacyjne na żołnierzach ZWZ-AK oraz mieszkańcach Świętej Katarzyny i okolic.

Wracając z miejsca pamięci, spotykamy zbója (osobę przebraną za niego), który zachęca, aby robić sobie z nim zdjęcia i prosi o pieniądze na piwko. Przy okazji rozdaje jakieś ulotki do pobliskiej restauracji.

Dochodzimy do ulicy i czekamy, aż reszta naszej grupki przyjedzie po nas. Ja z  mamą poszłyśmy szlakiem do Świętej Katarzyny, Zuzia i tata poszli z powrotem do Kakonina po samochód i przyczepę. I w ten oto sposób udało się nam po 67 dniach zdobyć  Koronę Gór Polskich.😊

Warto wspomnieć, że z Łysicą wiąże się kilka ciekawych legend, poczytajcie o nich, są naprawdę intrygujące. Oto kilka z nich: 😋

O dwóch siostrach z łysickiego pałacu i źródle św. Franciszka

Dawno, dawno temu, na szczycie Łysicy stał piękny zamek. Błyszczały w słońcu złote blachy i dachy, a wspaniałe rzeźby lśniły bielą na tle smukłych jodeł. W tym pałacu żyły dwie siostry – obydwie młode i piękne. Młodsza, złotowłosa i błękitnooka Agata była cicha, spokojna, kochała przyrodę, a nade wszystko ptaki. Przywoływała je do pałacowych okien i karmiła z ręki ziarnem i okruszynami chleba. Starsza Jadwiga miała zupełnie inną naturę. Nudziła się w pustych zamkowych komnatach, lubiła tańce, zabawy i gwar. Pewnego dnia obok zamku przejeżdżał młody rycerz. Zachwycony pięknem wyniosłej budowli, poprosił siostry o gościnę. Jadwiga z radością przyjęła młodzieńca pod dach, zaraz też pokochała go z wzajemnością i całe dni spędzała u jego boku. Agata zaś wolała towarzystwo swoich skrzydlatych przyjaciół i długie spacery wśród zielonych jodeł i rozłożystych paproci. Wieczorem siadała cicho w okienku, stroniąc od towarzystwa siostry i jej rycerza.  Pewnej nocy starszej siostrze przyszła do głowy straszna myśl. Postanowiła zgładzić Agatę, a po jej śmierci panować na zamku razem z wybrankiem swojego serca. Podzieliła się zbrodniczym planem z ukochanym. Wczesnym świtem młodzieniec zakradł się do komnaty Agaty, chcąc ją uśpioną zrzucić z zamkowej wieży. Kiedy dotarł na miejsce, posłanie było puste. Dziewczyna wybiegła już do lasu, powitać nowy piękny dzień. Wyrodna siostra jednak nie zrezygnowała. Do dzbana złotego miodu dolała trucizny i czekała, kiedy spragniona Agata napije się z niego. Słońce wysuszyło już rosę, kiedy nieświadoma podstępu Agata wracała do zamku. Była już bardzo blisko, gdy nagle czarne chmury zasnuły niebo, pierwszy grom uderzył w wysokie drzewo. Dziewczyna z przerażeniem dostrzegła nad zamkiem wielką jasność i usłyszała ogłuszający huk. Piorun uderzył w zamkową wieżę, a od jego wielkiej mocy zamek rozpadł się na tysiące kamieni. Płacząc żałośnie chodziła wśród głazów, ale nie znalazła siostry i jej kochanka. Jej łzy wyżłobiły ślady na kamiennych blokach. Możemy je dziś zobaczyć na gołoborzu zrodzonym z zamkowych ruin. Łzy Agaty spływały z Łysicy, aż u stóp góry utworzyły źródełko. Ma ono cudowną moc – woda z niego leczy choroby oczu. Źródełko to nazwano imieniem opiekuna naszych oczu, którym jest św. Franciszek (to właśnie on pisał hymny pochwalne na cześć piękna przyrody, którą przecież odbieramy naszym wzrokiem).

Legendy Świętokrzyskie, Tatiana Banaś i Ryszard Garus, Kielce, s. 21-22

O sabatach czarownic i powstaniu gołoborzy

Nad Górami Świętokrzyskimi, wysoko w chmurach króluje dumny szczyt Łysej Góry. W miejscu tym – jak mówią ludowe przekazy – odbywały się spotkania czarownic – zwane sabatami. Podczas tych zjazdów diabły i czarownice odprawiały tajemne gusła, trwała piekielna zabawa i tańce. Nikt z ludzi nie śmiał się tam zbliżyć. Szatańskie śmiechy, straszne zaklęcia i upiorny wygląd uczestników sabatu mógł śmiertelnie przerazić… Czarownice żyły wśród mieszkańców okolicznych wsi. Wyglądały jak zwykłe kobiety. Tylko nocą, kiedy wśród jodeł szalała wichura i pioruny rozświetlały ciemność, diabelskie siostry wsiadały na miotły lub łopaty i po wypowiedzeniu zaklęcia:

płot nie płot
las nie las
wieś nie wieś
biesie nieś

przenosiły się na szczyt Łysej Góry. Ludzie zawsze obawiali się czarownic. Potrafiły one zsyłać na ludzi i zwierzęta choroby i śmierć, odbierać krowom mleko, wywoływać burze, zatruwać żywność i wodę, odbierać miłość mężów i narzeczonych. Kiedy na Łysej Górze wzniesiono klasztor (od tego czasu zaczęto nazywać to wzniesienie Górą Świętego Krzyża), bicie dzwonów i modlitwy mnichów przeszkadzały złym mocom. Pewnej nocy diabły wyrwały z piekła ogromny głaz, wyleciały na ziemię otworem zwanym dziś Jaskinia Piekło (pod Gałęziami k/Chęcin) i ruszyły w stronę klasztoru. Zmęczone dźwiganiem ciężaru przysiadły na chwilę na Górze Klonówce. Wtedy od wsi dobiegło pianie koguta – wstawał świt i diabelskie siły traciły moc. Ogromny głaz, wypuszczony z szatańskich szponów spoczywa do dziś dzień na tym miejscu i nazwany został Diabelskim Kamieniem. Rozgniewany Lucyper wysłał ponownie swoich poddanych na Św. Krzyż, nakazując im zburzenie klasztornych zabudowań. Tym razem diabły niosły kamienie w płachcie. Było już blisko celu, gdy śpiące na klasztornym podwórku gęsi, zbudzone łopotem i gwarem w powietrzu, zagęgały na alarm. Hałas wyrwał ze snu jednego z zakonników, który uderzył w dzwon, myśląc że nadszedł czas na poranną modlitwę. I znów nie udał się diabelski podstępek. Diabły ogłuszone biciem dzwonów upuściły płachtę i potężne kamienie posypały się na zbocze góry. Leżą tam do dziś, rozbite na kawałki. Tak powstało gołoborze.

Legendy Świętokrzyskie, Tatiana Banaś i Ryszard Garus, Kielce, s. 15-16

O zbóju Kaku

Zbój Kak znany był na świętokrzyskiej ziemi. Młody, silny i niezwykle odważny, sam zbójował na leśnych traktach i niezauważany przez nikogo wracał do swej siedziby pod Łysicę… .Pewnej nocy zatrzymał na drodze wspaniałą karocę. Jechała nią piękna siostrzenica biskupa krakowskiego. Kak porwał dziewczynę i zachwycony jej urodą szczerze pokochał. Panienka odwzajemniła to uczucie. Nie chciała wracać do domu, wolała żyć wśród strzelistych jodeł i śpiewu ptaków. Biskup nie pogodził się z uprowadzeniem siostrzenicy. Wysłał na poszukiwanie rycerzy, którzy mieli pojmać Kaka. Nie było to łatwe. Z chaty na polance, gdzie mieszkał, uciekł na Łysicę. Bronił się tam, rzucając na stojących w dole ludzi potężne głazy z gołoborza. Kiedy jednak w powietrzu zaświstały strzały, dziewczyna wyszła przed zbójnika i własną piersią zasłoniła go. Strzały przeszyły ją i zmarła ratując kochankowi życie. Kak pochował dziewczynę pod stosem kamieni, a sam oddał się w ręce biskupich wysłanników. Rannego przewieziono do Krakowa i stracono na szubienicy. Stojąc pod szubienicą Kak śpiewał:

oj lipko, lipko na Kakoninie
kto ciebie najdzie
szczęście go nie minie

Wśród ludzi przyglądających się egzekucji znalazł się przypadkiem szklarz rodem z Gór Świętokrzyskich. Zrozumiał słowa piosenki. Po powrocie w rodzinne strony znalazł na polanie starą lipę, w niej dziuplę, a tam wiele pieniędzy i kosztowności. Chłop nie bardzo wiedział. co począć z tym ogromnym majątkiem. Miejscowy proboszcz doradził mu, aby zbudował na wzgórzu pod Bielinami kościół, w którym odprawiałyby się nabożeństwa za dusze zbójców i ich ofiar. Resztę pieniędzy radził rozdać ubogim. Tak też szklarz uczynił. Jednak złe moce nocami niszczyły budujący się kościół. Z konieczności wybudowano go na niewielkim wzniesieniu we wsi Bieliny, gdzie stoi do dziś, a o fundatorze szklarzu wspomina napis na tablicy we wnętrzu kościoła. Natomiast w miejscu gdzie zamierzano wybudować świątynię postawiono na pamiątkę trzy krzyże, które po dzień dzisiejszy górują nad miejscowością.

Legendy Świętokrzyskie, Tatiana Banaś i Ryszard Garus, Kielce, s. 26-27

Podobał Wam się wpis? Co myślicie o tym miejscu? A może macie jakieś sugestie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, to dla nas bardzo ważne 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *