Jastarnia

  • 11 dni (10.08 – 20.08.2015)
  • wszystkie noclegi w miejscowości Jastarnia

Dzień 1, 2, 3 (10 – 12.08.2015)

Postanowiliśmy spędzić ten czas w małej, uroczej miejscowości, a mianowicie w Jastarni, położonej na półwyspie helskim. Wynajęliśmy schludny, nieduży domek holenderski u państwa Adrianny i Tomasza Lisakowskich przy ulicy Mickiewicza. Rozmiarowo jak i cenowo (180 zł/ doba) okazał się dla nas odpowiedni, niestety jego wyposażenie pokazało się z nieco innej strony. Zegar na ścianie nie chodził, pomimo wymiany baterii, “zapas” papieru toaletowego skończył się już drugiego dnia, część zamrażalnika po kilku dniach wymagała rozmrożenia, a lodówka nie chłodziła. Pomimo to było wiele plusów, a jednym z nich piękna pogoda, którą mogliśmy się nacieszyć przez cały wyjazd.

W pobliżu (około 300 m) mieliśmy również stację kolejową: Jastarnia Wczasy. Do plaży mieliśmy (w zależności od wybranej drogi) około 7 min. Każdego wieczoru tą drogę pokonywaliśmy wraz z naszymi podopiecznymi (kotami): Nutką i Nelą. Dzięki temu oswoiły się z zewnętrznym światem i stały się bardziej pewne siebie. Po kilku dniach zaczęły zaczepiać nawet inne napotkane zwierzęta (tzn. psy).

Dzień 4 (13.08.2015)

W słoneczny czwartek postanowiliśmy udać się do Jastarni. Poszliśmy prosto w stronę deptaku, by przejść nim pośród przepięknych uliczek Jastarni. Wybraliśmy się również na molo, skąd mogliśmy podziwiać wzburzone fale naszego polskiego Morza Bałtyckiego. Zauważyliśmy również szkółkę windsurfingu. Obeszliśmy pozostałe atrakcje i ruszyliśmy w drogę do naszego tymczasowego domku. Po drodze zakupiliśmy dość dużą ilość wędzonych ryb: halibut, łosoś, makrela, szprot. Każdy dostał co tylko chciał. Wieczorem omawiamy plany na kolejny dzień, a co z tego wynikło dowiecie się później.

Dzień 5, 6 (14 – 15.08.2015)

Następnego dnia jedziemy do miasta Hel. Oczywiście pociągiem spółki Przewozy Regionalne. A że na stacji Jastarnia Wczasy nie ma kasy biletowej, wsiadamy do pociągu i czekamy na konduktora. Nie doczekaliśmy się go, chociaż obsługa znajdowała się nieopodal. Dlatego też w tę stronę przejazd pociągiem kosztował nas równe 0 złotych. Prosto z pociągu idziemy do helskiego fokarium, a później do portu.

Kolejno odwiedzamy bunkier “Makabra XX wieku”. Za wejście płacą tylko dorośli, dzieci zaś po znajomości wchodzą za free. A w środku widok nieziemski, dosłownie makabryczny, zresztą jak za tamtych czasów.

Po pierwszym bunkrze przychodzi kolej na drugi, nieco inny, którego zwą “Morskie Tajemnice”. Zupełnie inna sceneria, troszkę multimediów. Po tych wszystkich atrakcjach, “okrążamy” półwysep tarasami. Po drodze mijamy wiele umocnień wojskowych, działa, zasieki.

W drodze do centrum miasta, odwiedzamy jeszcze latarnię morską przy ulicy Bałtyckiej. Przed wejściem wraz z mamą zakładamy Blizę – Odznakę Turystyczną Miłośników Latarni Morskich i kupujemy dwa bilety. Tata wraz z Julką mają już srebrne odzanaki, zatem oni wchodzą za darmo.

Półwysep helski jest niesamowity. Byliśmy w latarni morskiej przed kilkoma laty, lecz wtedy nie mieliśmy zbyt wiele czasu by zobaczyć coś więcej. Teraz nadrobiliśmy zaległości. Tym razem czasu mieliśmy pod dostatkiem, gdyż pociąg powrotny mieliśmy dopiero o 15: 05. Wraz z siostrą, poznałyśmy odrobinę historii oraz wtedy dla nas obce budowle – bunkry. A przy tym pogoda była wyśmienita.

W drodze powrotnej do Jastarni, mieliśmy już bilety, ale tego biletu nikt nam nie sprawdzał. Tak więc czy bilet masz czy nie, to i tak na jedno wychodzi.

Dzień 7 (16.08.2015)

Niedziela to dzień, kiedy z Jastarni podążamy do Rozewia. Tam znajduje się latarnia, z której pieczęć przybijamy w mojej i mamy blizie.

Tego dnia trafiliśmy na promocję “zarządcy” latarniami morskimi. Wejście kosztuje więc 1 zł/osoba.

Korzystamy oczywiście z tego przywileju. Po wizycie, ruszamy do Władysławowa. Przechadzamy się “Aleją Gwiazd Sportu” i odwiedzamy “Dom do góry nogami”.

Po długim spacerze udajemy się w drogę powrotną, gdyż mamy jeszcze plany na atrakcje w okolicy naszego domku. Dlatego też po powrocie do tymczasowego miejsca zamieszkania, jest czas by zobaczyć nieco militariów znajdujących się pod Jastarnią. Oglądamy schrony: Saratoga i Sęp. Ten pierwszy znajduje się tuż przy plaży, przy starej drodze na Hel. A drugi z wymienionych jest bezpośrednio na plaży.

To właśnie tam okoliczni kiteserferzy próbowali wspomóc się wiatrem i wskoczyć na schron. Mi żeby wejść na niego, nie był potrzebny ani wiatr, ani żagiel.

Dzień 8 (17.08.2015)

W poniedziałek odnajdujemy kolejną atrakcję wybrzeża. Są to czterokołowe rowerki, a my oczywiście takowy wypożyczamy. Nasza wycieczka przebiega po chodnikach Jastarni. Wjeżdżamy w najbardziej ukryte zakamarki miasta.

Odwiedzamy port, nabrzeże i rozglądamy się za innymi atrakcjami. Po południu odwiedzamy również naszą piaszczystą plażę. Tam zakopują mnie w piasku, aż po pachy.

Puszczamy latawce, budujemy zamki i inne podobne budowle. Robimy wszystko to, co można robić na plaży. Tylko po chwili proszę innych o wykopanie mnie spod piachu, gdyż jak to mówią potrzebuję chwili wytchnienia. 

 Na plażach półwyspu spędzamy kilka dni. Każdy z nich jest zupełnie inny. Pomimo ciągłej zmiany temperatury wody – oczywiście na chłodniejszą – nie poddajemy się, bo zbyt zimna woda, nigdy nie przekreśla fajnego wypoczynku.

Dzień 9 (18.08.2015)

Tego dnia chcemy pozwiedzać odrobinę budowli militarnych, schronów czy fortyfikacji. Schronu “Sokół” nie oglądamy, gdyż znajduje się on na terenie campingu, a zwiedzać go mogą tylko jego goście. Kierujemy się więc w stronę zasieków, fundamentów schronów i schronów lekkich. Na deser zostaje nam schron ciężki o nazwie Sabała, który jest udostępniony do zwiedzania.

Korzystamy z tej okazji i wchodzimy. Jak zapowiedział pan z recepcji, w schronie jest wręcz obowiązek dotykania eksponatów i robienia zdjęć. Czyli łamane są wszystkie dotychczasowe znane zasady z muzeów: nie dotykać, nie robić zdjęć. A w środku mnóstwo eksponatów z czasu wojny. Można przymierzyć umundurowanie, pobawić się bronią, a nawet położyć się na wozie (czyt. kanapie).

A wieczorkiem jak co dzień spacerek z naszymi podopiecznymi na plażę. Nie specjalnie taka forma “kuwety”, przypadła im do gustu, może szum morza im nie służył. Kocia tajemnica.

Dzień 10 (19.08.2015)

W środę po raz drugi oglądamy schron Saratoga (tylko z wierzchu, bo jest on niedostępny dla zwiedzających). A szkoda, bo można by takie miejsce ożywić i wyposażyć w eksponaty, które ciągle jeszcze się odnajdują w tamtejszym lesie. Trzeba też wspomnieć, że część uzbrojenia, hełmów itd. zostało znalezionych w rejonie walk ośrodka oporu “Jastarnia”. Od czasu działań wojennych pojawiają się tam “zbieracze złomu” z wykrywaczami metalu. Część eksponatów zasila prywatne zbiory, pozostałe trafiają do takich miejsc jak te. Najgorsze jest to, że w powodu szabrowników, wiele cennych zbiorów z tych miejsc po prostu “zmienia właściciela”. A szkoda!

Dzień 11 (20.08.2015)

To ostatni dzień pobytu nad Bałtykiem. Po drodze zaplanowane mamy jeszcze 2 latarnie morskie: w Krynicy Morskiej i w Gdańsku. Potrzebne nam będą pieczątki z obu latarni do Blizy. Żegnamy się z półwyspem helskim i Jastarnią. Kierujemy się do dobrze nam znanej miejscowości na mierzei Wiślanej – Krynicy Morskiej. Docieramy do miasta, a ja wraz z mamą kierujemy się na szczyt latarni. Przed wejściem zdobywamy pieczęć do książeczki. Na szczycie widoki były cudne.

Następnym naszym celem była latarnia w Gdańsku Nowym Porcie. Tam też się udajemy. Pokazujemy się tam po raz drugi. Pierwszym razem byliśmy tam podczas pobytu urlopowego w Krynicy Morskiej właśnie. Ale teraz cel był szczytny. Chodziło o dwie pieczątki do Blizy – powtórnie mojej i mamy. Dojazd do latarni Gdańsk Nowy Port był bardziej łaskawy, niż za pierwszym razem. Drobna podpowiedź pana z taxi i jesteśmy. Trudno sobie przypomnieć, ale wejście na ten obiekt nie było tanie.

Po latarni wyruszamy w drogę powrotną do domu. Po drodze widzimy byłą Stocznię Gdańską, Stadion PGE Arena. Na odcinku Gdańsk – Warszawa widzimy rozległe place budów drogi S7. Jazda nie należy do zbyt przyjemnych, ale wiemy, że trzeba się przemęczyć, aby potem było lepiej.

Podsumujmy wyjazd:

  • świetna pogoda
  • koty wybiegane
  • braki słońca nadrobione
  • ceny w miarę niskie

POLECAMY BAŁTYK, A SAMI SIĘ TAM CHĘTNIE PONOWNIE UDAMY 🥰😋

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments