Francja-Andora-Hiszpania-Gibraltar-Portugalia-Luksemburg

“Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą.”

 Paul Theroux

TRASA:

Polska-Niemcy-Francja-Andora-Hiszpania-Gibraltar-Hiszpania-Portugalia-Hiszpania-Francja-Luksemburg-Niemcy-Polska

  • 33 dni (17.07.2019 – 18.08.2019)
  • dystans 11189 km
  • 14 campingów
  • 6 państw
  • 3 stolice

Dzień 1 (17.07.2019)

Tegoroczny 33-dniowy wypoczynek został zaplanowany w sześciu krajach (pełna lista w nagłówku). Już stało się tradycją, że dalekie przejazdy rozpoczynamy o 2 w nocy. Tak było i tym razem. Jedziemy przez Wrocław, Drezno, Norymbergę, Heidelberg, Karlsruhe, Belfort, Besancon, Doucier. Dystans to 1555 km., temperatura powietrza – 14 stopni. Pierwsze tankowanie zaliczamy w Niemczech – cena ON to 1,256 Euro / litr. Średnie spalanie Zafiry to 6,9 litra na 100 km. Póki co przejazd niemieckimi autostradami jest bezpłatny. Opłaty zaczynają się po przekroczeniu granicy z Francją. W sumie koszty przejazdu wynoszą 2,90 + 7,90 Euro za niezbyt długie odcinki. Finałem tego przejazdu miał być camping Jura, ale już na wjeździe mamy problem. Informacja umieszczona na szlabanie jest jednoznaczna: brak wolnych miejsc. Co prawda próbujemy jeszcze coś wywalczyć na recepcji ale bez skutku. Od pani recepcjonistki dostajemy namiary na camping du Git zlokalizowany w okolicy. No a tam problemu z miejscem już nie ma. Zostajemy tu na dwie noce . A cena? 24,10 euro / doba. Bardzo przystępnie jak za to co nam zaoferowano.

Camping Du Git

7 chemin du Gît – Monnet le Bourg – 39300 MONTIGNY SUR L’AIN

http://www.campingdugit.com

e-mail: christian.olivier22@orange.fr

GPS : Lat : 46.71 (46°42′) North | Long. 5.80 (5°47′) East

Nasz domek

Resztkami sił rozkładamy wieczorem namiot. Niestety jest krucho z wodą mineralną. Jedziemy do pobliskiego Doucier a tam niespodzianka – market już zamknięty. Do picia pozostaje nam woda przegotowana i …Harnaś. Wspomnieć jeszcze trzeba o brakującej nakrętce do rurki namiotowej. Póki co dajemy radę a braki spróbujemy załatwić we francuskiej Castoramie. Wieczorem obyło się bez tradycyjnego grilla, w ogóle nie został zabrany a po drugie to dania grillowe we Francji są trudno dostępne i w mało przystępnych cenach.

Dystans dnia i wyjazdu – 1555 km.

Dzień 2 (18.07.2019)

Mamy 18 – ty dzień lipca 2019 roku. Po ochłonięciu z przejazdu do Francji próbujemy zorganizować sobie jakoś życie. Na czwartek w planie mamy kaskady Herisson.

Miejsce to jest położone od campingu około 16 km. Jedyna opłatą jaką musimy uiścić to parking. Dla naszego zespołu to koszt 8 Euro / 240 min. Bo za same wejście na kaskady już nie uiszczamy żadnej opłaty. Ze wstępnych opisów wiemy, że najlepszą porą na zwiedzanie tego miejsca jest jesień. Spowodowane jest to tym, że ilość wody w rzece jest na tyle duża, że wodospady prezentują się o wiele bardziej okazale.

Od lewej: Zuzka, Andrzej, Julka

No a te suche tegoroczne lato powoduje że poziom wody drastycznie się obniża. Ale trzeba przyznać, że i tak ta niezliczona ilość wodospadów prezentuje się okazale. Dlatego nasza wycieczka okazuje się atrakcyjna ze względu na widoki.

Po południu przychodzi czas na kolejną atrakcję. A jest to miasteczko Baume-les-Messieurs, a dokładnie okolice groty w tej lokalizacji. Do samej groty nie docieramy ale podziwiamy wypływające wody. Miejsce z powodu suszy nie urzeka ale i tak jest pięknie.

Na deser zostaje nam zwiedzanie tego miasta.

A w nim klejnot architektury francuskiej – opactwo. Budowla z okresu XII – XV wieku urzeka ogrodem, kościołem w stylu romańsko-gotyckim.

Po odwiedzeniu tego miejsca pomalutku udajemy się do miejsca zakwaterowania, na camping du GIT. Wieczorkiem organizujemy wstępne pakowanie “trumny” by nazajutrz pojechać na południe Francji do wąwozu rzeki TARN.

Cena paliwa – 1,419 Euro / litr.

Dystans dnia 91 km, wyjazdu – 1646 km.

Dzień 3 (19.07.2019)

O wczesnym poranku pobudka. Jedziemy przez Lyon aby w Castoramie zakupić brakującą nakrętkę do rurki namiotowej. A potem zakupy w Leclercu. Po zakupach zaczynamy przejażdżkę po wąwozie rzeki Tarn. Widoki zapierają dech w piersiach. Planowany dojazd na nocleg nieco się opóźnia, na camping La Blaguerie Campsite docieramy około godziny 19. Co prawda pora jest jeszcze całkiem wczesna ale tam po raz drugi na tym wyjeździe nie znajdujemy miejscówki. Jak pech to pech. Nieco zdegustowani odnajdujemy kolejny camping w dolinie rzeki Tarn, ale tam sytuacja jest podobna – brak wolnych miejsc. Za wesoło nie jest ale w życiu trzeba być twardym nie miękkim. Mówimy sobie: do trzech razy sztuka.

Szczęśliwa okazuje się miejscowość Les Vignes bo to tam jest camping Le Terrados.

Camping Terrados

7 route de Saint Préjet – Les Vignes – 48210 MASSEGROS CAUSSES GORGES

www.campingleterrados.fr

GPS: N44.278464, E3.230012

A jest bardzo pięknie położony, namiot rozstawiamy na wybrzeżu pobliskiej rzeki Tarn. Mile zaskakuje nas cena bo za dwie noce płacimy “tylko” 52 Euro. Na miejscu czyste sanitariaty, cieplutka woda. Trzeba wspomnieć, że na campingu można wynająć i popłynąć kajakami w dół rzeki Tarn.

Dystans dnia – 451 km.

Licznik wyjazdu – 2097 km.

Dzień 4 (20.07.2019)

Sobotę postanowiliśmy spędzić “stacjonarnie” na miejscu. Ładne widoki zrekompensowały nam “dzień bez samochodu”. Zrobiliśmy sobie krótki spacerek po miejscowości Les Vignes, zaopatrując się u naszego nowego znajomego – Aleksa – w pieczywko. Poczęstował nas on wędlinką, serkiem no i drinkiem. W dowód wdzięczności kupiliśmy dwie bagietki, z napiwkiem oczywiście.

Julia, Aleks i Zuzka

Po południu oddaliśmy się uciechom wodnym w rzece Tarn. Było pływanie na dmuchańcach, brodzenie po rzece. Dzień ten upłynął bardzo spokojnie. Podjęliśmy jeszcze próbę wypożyczenia kajaków, ale ze względu na zbyt późną porę musieliśmy zrezygnować. Przed wieczorkiem piszemy album rodzinny i wstępnie pakujemy się. Nazajutrz ruszamy na pogranicze francusko – hiszpańskie do Andory. A tam to jeszcze nas nie było. Francji nie mówimy jeszcze “do widzenia”, powrócimy niebawem.

Dzień 5 (21.07.2019)

O poranku żegnamy Francję i przez Hiszpanię jedziemy do stolicy Andory – Andorra la Vella. Do przejechania mamy około 450 km. Pomysł jest taki, aby trasę przejechać drogami niepłatnymi, ale nawigacja płata nam figla i płacimy 7,5 Euro. Po drodze robimy zakupy w Super Marche, widać u nich jest to niedziela handlowa.

A to widoki spod namiotu

A sama Andora to nowoczesne budynki, mnóstwo stacji benzynowych. I po raz kolejny camping “pierwszego wyboru” zostaje odrzucony (ok. 41 Euro/noc). Zmuszeni jesteśmy jechać dalej do miasta Canillo na camping Santa Creu. I tu są miejsca w cenie 51,60 Euro / 2 noce. Okazuje się więc, że drugi wybór – przypadkowy- jest trafniejszy.

Camping Santa Creu

Carretera general s/n – Canillo  AD100 – Principado de Andorra

e-mail: elsmeners@andorra.ad

www.elsmeners.com

GPS: 42°33’56″N 1°35’59″E

Przed wieczorem jedziemy jeszcze na punkt widokowy – Roc del Quer. To miejsce wraz z parkingiem wznosi się na wysokość 1980 m n.p.m. a odległość od Canillo to 6,5 km. To tylko jedna z wielu atrakcji w tym kraju. Wspomnieć jeszcze trzeba, że ceny ON w Andorze zaczynają się od 1,02 Euro/ litr. Można? A powierzchnia kraju to 462 km kwadratowe, czyli wielkość średniej polskiej gminy czy niewielkiego powiatu. Średnia wysokość to 1996 m n.p.m. A poniżej w lewym górnym rogu The Ponderer – rzeźba muskularnego mężczyzny . Obok panorama Canillo, a poniżej chodnik z parkingu na punkt widokowy.

Licznik dnia – 439 km

Dystans wyjazdu – 2536 km

Cena ON (Francja) – 1,489Euro / litr

Dzień 6 (22.07.2019)

Na poniedziałek jest w planie wycieczka górska (piesza). Jedziemy do parafii* Ordino do Vall de Sorteny. Za wjazd na parking uiszczamy opłatę w wysokości 4 Euro plus 1 Euro mapa. Na miejscu mili, komunikatywni panowie służący radą. Nie tracąc więcej czasu ruszamy na szlak, który początkowo jest dość łatwy.

*parafia – region Andory

Pieczęć schroniska i bilet parkingowy poniżej.

Po kilkunastu minutach dochodzimy do górskiego ogrodu botanicznego.

Następny etap wycieczki to schronisko Borda de Sorteny znajdujące się na wysokości 1965 m n.p.m. W jego sąsiedztwie znajduje się źródełko z którego nabieramy wody na dalszą wędrówkę oraz przybijamy pieczątkę w dzienniku podróży. My idziemy dalej w kierunku jeziora I’Estanyo mieszczącego się na wysokości 2350 m n.p.m.

Borda de Sorteny – 1965 m n.p.m.

Szlak wbrew pozorom nie należy do łatwych. Na miejscu nagrywamy kilka krótkich filmów, część ich bohaterów to …. stado 12 krów alpejskich.

Po wycieczce mamy przejazd do stolicy kraju – Andorry la Vella. Robimy tam zakupy w sklepie bezcłowym Leclerc. Zadziwiające są tam niezbyt wysokie ceny, szczególnie jeśli chodzi o perfumy, alkohole, itp. Nawet z polską pensją można by tam spokojnie robić codzienne zakupy.

I cóż znaczy cena bezcłowa (1,5 litra)

I to by było na tyle o Andorze. Jutro ruszamy do Hiszpanii, na wybrzeże Morza Śródziemnego.

 Trochę statystyk:

Licznik dnia – 85 km

Dystans wyjazdu – 2621km

Najniższy punkt kraju Riu Runer leży na wysokości 840 m n.p.m

Tankowanie: 1,033 Euro / litr

 Dzień 7 (23.07.2019)

Dzisiejszy przejazd ma być na tyle krótki, aby nie powodował dużego zmęczenia. Dystans do przejechania to około 300 kilometrów. Ale zaczynamy od pamiątek zakupionych w stolicy kraju. Są to magnes, długopis, tablica rejestracyjna i metalowa książeczka. Za parking w centrum do 30 minut nie ma opłat i w tym czasie robimy szybki zakup tychże rzeczy.

Niespodzianka czeka nas na granicy Andory z Hiszpanią. Bo to my zostajemy wytypowani do kontroli granicznej. Pan celnik zagląda do bagażnika i pyta o przewożony alkohol. Mówię mu o: “water toilet, two beers i tomatoes” – pisownia celowa. Następnie życzy sobie otworzyć “trumnę” dachową. Widząc zawartość jest rozbawiony widokiem naszych delikatesów i pyta dokąd zmierzamy. Po usłyszeniu odpowiedzi tylko przytaknął i puścił nas wolno. Po drodze nie było już innych przygód. Dojechaliśmy szczęśliwie do wybrzeża Morza Balearskiego na camping Eucaliptus. Cena? 75,10 Euro / 2 noce. Nie przytłoczyło.

Na miejscu okazuje się, że jednym z pracowników campingu jest nasz rodak. który zajmuje się sprawami technicznymi czy też ogrodnictwem.

Camping Eucaliptus

Carrer Eucaliptus – 43870 Amposta, Tarragona

http://campingeucaliptus.com/

e-mail: eucaliptus@campingeucaliptus.com

GPS: 40°39’24″N 0°46’47″E

Po rozbiciu obozu jest kąpiel w nowym dla nas Morzu Balearskim, woda bardzo ciepła, niewielkie fale. To pierwszy camping w Hiszpanii od 6 lat, ale będą następne. Na dzień jutrzejszy przewidziane są atrakcje z wybrzeża. Trzeba wspomnieć że podczas przejazdu temperatury dochodziły do 39 stopni Celsjusza, na wybrzeżu do 30.

Ciekawą uprawą jaką zdołaliśmy ujrzeć na tamtym terenie są pola …ryżowe. Tak tak, bo oto bardzo dużo ryżu dostępnego na rynku pochodzi właśnie z Hiszpanii.

Dystans dnia: 292 km

Licznik wyjazdu: 2913 km

Dzień 8 (24.07.2019)

Pierwszy punkt programu dzisiejszego dnia to informacja turystyczna przy Muzeum Ekologicznym. Zaopatrujemy się w materiały które pozwolą lepiej zaplanować dzisiejszy dzień. Podjeżdżamy pod Platja de la Marguesa. To plaża, po której można dojść bezpośrednio do latarni morskiej Punta del Fangar. Tak też czynimy, spacerujemy w kierunku “Lighthouse” brzegiem Morza Balearskiego zbierając ładne i okazałe muszle i podziwiając piękne wydmy. Pogoda jest typowo letnia, temperatura dużo powyżej 30 stopni.

Spacer plażą to okazja do powiększania naszych zbiorów muszli a przy okazji solarium mamy darmowe. Trasa do latarni ma długość 4,5 kilometra w jedną stronę, przechodzimy więc ponad 9 km. W tych warunkach atmosferycznych to naprawdę duże wyzwanie.

Latarnia w tle

Po spacerku atrakcja numer dwa tego dnia: delta rzeki Ebre (Delta de L’Ebre). Tutaj udaje się podjechać niemal pod sam punkt widokowy, skąd rozpościera się widok na deltę rzeki. A ten jest naprawdę przepiękny.

W drodze powrotnej na camping robimy zakupy w Lidlu, pod którym parking – ze względu na panujące tu upały – jest kryty. Zawsze to jakaś ochłoda.

Kolejnym celem tego dnia jest Platja del Trabucador i brama wjazdowa na mierzeję , na której końcu mieści się fabryka soli “Salt factory”. Ale tam niestety dla osób postronnych nie ma wejścia. Można tylko podejść brzegiem morza w tamtym kierunku. Jeśli ktoś ma wątpliwości skąd nad morzem sól, to już wyjaśniam. Otóż poprzez odparowanie wody morskiej pozyskiwana jest tu sól. Ot i cała fabryka.

W tle salt Factory

Mierzeja to też miejsce gdzie można legalnie pojeździć samochodem wzdłuż brzegu morza, co też czynimy. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko morza samochodem.

Wieczorkiem trzeba też spakować część bagażu na jutrzejszy przejazd w stronę południa Hiszpanii. Chodzi dokładnie o Las Negras – Nijar (Almeria). To ponad 6h, a więc nie będzie lekko. Damy radę jak zwykle, choć trzeba przyznać że południe Hiszpanii to już nie przelewki. Trochę cieplutko.

Dystans dnia – 92 km

Licznik wyjazdu – 3005 km

 

Dzień 9 (25.07.2019)

O poranku zjeżdżamy z campingu Eucaliptus i kierujemy się wybrzeżem na kolejne miejsce zakwaterowania – camping Nautico la Caleta. Do pokonania mamy dość spory dystans, bo chodzi o odległość około 600 km. Pogoda do tej pory dopisuje aż za bardzo. Po drodze nie mamy nic konkretnego do zwiedzania ale zatankować trzeba: cena litra ON to 1,229 Euro. Średniej spalania nie liczymy bo waha się ono w granicach 6 do 7 litrów. O odpowiedniej porze udaje się dojechać na miejsce docelowe. Okazuje się, że camping La Caleta ma dużo wolnych parceli w cenie 37,40 Euro / doba.

Camping La Caleta

Parque Natural Cabo de Gata – 04116 Las Negras, Nijar – Almería (España)

http://www.campinglacaleta.com

e-mail: info@campinglacaleta.com

GPS: N: 36º 52′ 35”   W: 2º 00′ 17”

A okolica jest bardzo ciekawa, wkoło wysuszone górskie stepy, piękna plaża. Oddajemy się kąpieli w Morzu Balearskim, a po niej wybieramy się na pieszą wycieczkę po okolicy.

Tutaj ciężko znaleźć szlak czy trawersy jak w polskich górach, ale dajemy radę. Widoki – jak widać – są boskie. Dokładnie widać te miejsca na poniższych zdjęciach.

Nieco podmęczeni wracamy na camping. A mamy na nim darmowe WI – FI, basen, market. Parcele natomiast są przykryte solidnymi dachami.

Licznik dnia – 614 km

Dystans wyjazdu – 3619 km

Dzień 10 (26.07.2019)

Mamy piątek rano a na dziś program jest naprawdę imponujący. Zaczynamy od The El Albardinal Botanical Gardens. Wstęp na teren ogrodu jest bezpłatny , a na nim możemy podziwiać okazy wszystkich krzewów i drzew porastających okolice i sam park del Cabo de Gata – Nijar.

Udaje się nam pozyskać nasiona kilku gatunków krzewów i roślin, które będziemy rozmnażać w domu.

Nieopodal ogrodu znajduje się kolejna atrakcja, a jest nią nieczynna kopalnia złota, Dzięki jej funkcjonowaniu w latach 60 – 80 – tych XX wieku okolica mocna się zurbanizowała. Na dzień dzisiejszy – teren niszczeje.

Teren byłej kopalni jest mocno rozkradziony, część podestów i schodów mocno zniszczone zagrażają bezpieczeństwu zwiedzających. W budynku muzeum można obejrzeć makietę i zdjęcia tego miejsca za czasów jego świetności.

Po zwiedzeniu kopalni jedziemy na przylądek Cabo de Gata. A tam punkty widokowe z latarnią morską. Niestety dla nas nie do zwiedzania (sama latarnia). Po drodze możemy podziwiać zbiornik wodny na którym ucztują flamingi.

Po powrocie na camping jest plażing i basen. W tzw. międzyczasie znowu piesza wycieczka z Zuzką . Ale poza tym mamy niespodziankę: bardzo silną piaskową burzę. Namiot ledwo daje radę. Wieczorem wiatr nieco zwalnia a my możemy się spokojne położyć.

Dystans dnia: 109 km

Licznik wyjazdu: 3728 km

Dzień 11 (27.07.2019)

Sobota jest dniem przejazdowym z 3-godzinną podróżą. Na początek odwiedzamy La Alcazaba de Almeria. To ufortyfikowany kompleks z początkiem budowy datowanym na 955 r. Wejście do niego jest darmowe.

Z murów twierdzy możemy podziwiać port morski i całe miasto. Twierdza Alcazaba to centrum stolicy Andaluzji. Trzeba też przyznać, że około 20% populacji twierdzy to… koty.

Trzeba przyznać, że dzisiejsza sobota nie jest już tak upalna jak dni poprzednie, ale przecież zbliżamy się do pasma górskiego Sierra Nevada. A chodzi o to, aby było nieco chłodniej.

Z terenu twierdzy ruszamy w stronę Hiszpańskiego Dzikiego Zachodu i Pustyni Tabernas. A ta pustynia to nie lada gratka. Znajduje się ona na terenie Almerii i ma powierzchnię 280 km kwadratowych. Jest to jedyna na Starym Kontynencie prawdziwa pustynia.

Mamy tu różne rodzaje klimatu: od subtropikalnego przez półpustynny aż po śródziemnomorski. Rzadka padają tu deszcze ale jeśli już się pojawią to są bardzo gwałtowne i powodują silną erozję skał.

Następnym etapem wycieczki jest miasto Guadix. To właśnie tam kręcono sceny do filmów takich jak “Karol” czy” Indiana Jones”. Pierwszy z nich to polska produkcja z udziałem Piotra Adamczyka a drugi to amerykański film z udziałem Forda i Connerego.

Śladami naszych bohaterów podążamy po mieście. Docieramy też do miejscowej stacji kolejowej gdzie kręcono sceny do filmu amerykańskiego. A przy okazji natrafiamy na pociąg jadący do Sewilli.

Z miasta Guadix lecimy na Purullenę gdzie odwiedzamy największy dom jaskiniowy udostępniony turystom – Cueva Muzeum.

Za wstęp płacimy 3 Euro / osoba. Właściciel oprowadza nas po części mieszkalnej, a na dwie wyższe kondygnacje idziemy sami. Mieści się tam niejako muzeum starych przedmiotów z gospodarstw domowych czy rolnych.

Po zaliczeniu tych atrakcji zostaje nam do przejechania Granada i osiągamy camping Las Lomas.

Camping Las Lomas

Ctra Güejar Sierra km 6 – 18160 / Güejar Sierra (Granada) – Hiszpania

https://www.campinglaslomas.com

e-mail: info@campinglaslomas.com

GPS: 37°9’35″N 3°27’13″W

Cena za noc to 44 Euro i na szczęście jest kilka wolnych parceli. Zostajemy tu na 3 noce, dobre WI – FI pozwala planować kolejny dzień przygód. Bo po Sierra Nevada jeszcze nie chodziliśmy.

Widoki z campingu

Licznik dnia – 282 km

Dystans wyjazdu – 4010 km

Dzień 12 (28.07.2019)

Niedziela to dzień kiedy po raz pierwszy idziemy pochodzić po skrawku gór Sierra Nevada. Przez Granadę jedziemy do miasteczka Monachil na parking Cahorros. Przygodnemu cieciowi oferujemy 1 Euro za parking. No i ruszamy. Początkowo asfaltem ku górze, by potem dojść mocno zarośniętym wąwozem do pierwszej kładki.

Potem są jeszcze dwa kolejne mosty wiszące, z czego ostatni 50 – metrowy z długą kolejką oczekujących, gdyż jest on jednokierunkowy. Powodem niezbyt wysoka nośność. Trasa wije się wzdłuż rzeki Monachil. Po przejściu wąwozu przecinamy rzekę w górnej jej części i idziemy ku górze drogą szutrową.

Zejście jest już prostsze, choć temperatura bardzo wysoka. Podziwiamy gaje oliwne, drzewa cytrusowe.

Po drodze tankujemy za 1,169Euro / litr – to poniżej pięciu złotych. Po powrocie na camping relaks na basenie.

Licznik dnia – 76 km

Dystans wyjazdu – 4130 km

Dzień 13 (29.07.2019)

Poniedziałek to drugi atak na Sierra Nevada. Jedziemy wąską drogą, bardzo krętą aż docieramy do trasy A – 398 biegnącej z Granady. Warunki podróży poprawiają się. Osiągamy parking w punkcie Hoya de la Mora na wysokości 2500 m n.p.m. A stamtąd nie pozostaje nic innego jak maszerować w górę. Celem jeden z najwyższych szczytów Sierra Nevada – Pico del Veleta – 3398 m n.p.m.

Nasze towarzystwo

Jeśli się uda, to będzie to rekord dla całej naszej grupy. Ale dlaczego nie, skoro nawet to sympatyczne zwierzę daje radę.

W nieco wyższych partiach pasma towarzystwo się nam zmieniło.

Kolejne zdjęcia i film pokazują że się udało. ale nie było lekko. Wokół szlaków jest mnóstwo wyciągów narciarskich i telecabina.

Po dotarciu na szczyt mamy widoki. Są takie jakie być powinny w takim miejscu – cudne.

Zejście ze szczytu okazuje się być dużo szybsze. Korzystamy z zakosów i trawersów. Wieczorem lekkie pakowanko bo nazajutrz dalsza droga.

Licznik dnia – 76 km

Dystans wyjazdu – 4130 km

Dzień 14 (30.07.2019)

Wtorek jest dniem przejazdowym po pierwszym campingu z trzema noclegami. Zmierzamy w stronę Malagi drogą widokową przez Almunecar, Nerję. Droga jest naprawdę niezła widokowo i pusta.

Po drodze mamy też do zaliczenia Balcon de Europa, ale z powodu braku miejsc parkingowych odpuszczamy. Staramy się omijać drogi płatne, bo te nie zapewniają widoków takich jak te niepłatne. Dojeżdżamy do miasta Manilva gdzie udaje się znaleźć miejscówkę na campingu La Bella Vista.

Camping La Bella Vista

Crtra Nacional 340 km 142.8 – 29691 Manilva – Málaga – Spain

www.campinglabellavista.com

e-mail: camping@campinglabellavista.com

GPS: 36°20’46″N 5°14’10″W

Cena nie jest najniższa a i cienia jak na lekarstwo. Za to WI – FI i elektryczność mamy w cenie 52 Euro / noc. Wieczorkiem małe kąpanko w morzu, zbieranie muszli.

Dystans dnia – 288 km

Licznik wyjazdu – 4418

Dzień 15 (31.07.2019)

W środowy poranek jedziemy do Gibraltaru. Celem jest miasto graniczne La Linea. Wspólnie ustalamy, że parking znajdziemy jeszcze po stronie hiszpańskiej. Jego cena to 1,98 Euro / 1h. Tanio nie jest ale wjazd do Gibraltaru może być jeszcze droższy. Idąc z parkingu widzimy lądujący samolot. Kiedy po odbyciu “kontroli granicznej” idziemy w stronę pasa startowego, to rogatki po jego przejściu przez nas opuszczają się. A to może oznaczać tylko jedno: lądowanie albo start samolotu. Tym razem jest to start a i zdjęcia można porobić.

Start

Wydaję się że Gibraltar to jedno z niewielu państw na świecie gdzie można bezkarnie iść po pasie startowym lotniska. Są jeszcze lotniska w Norwegii, gdzie w poprzek pasa startowego przebiega….droga krajowa.

Wchodzimy na główny deptak miasta – ulicę Main Street. To typowe miejsce na zakupy: ciuchy, fajki, pamiątki, lody.

Po dojściu do informacji pobieramy ulotki i plan jest jeden: Gibraltat Nature Reserve. Cena za tzw. spacer po rezerwacie to 5 funtów / osoba. To i tak najtańsza opcja, bo można jeszcze wjechać koleją linową – cena 16 funtów / wjazd i zjazd za osobę. My tradycyjnie pieszo. Ale było warto.

Osiągamy wszystkie partie rezerwatu. Najciekawsze są oczywiście spotkania z małpami. W wyższej części w tzw. Apes Deu spotykamy kilka małpich rodzin. To symbol tego miejsca. Zwierzęta są przyjaźnie nastawione, choć trzeba trzymać je na dystans do…choćby 0,5 metra. To bardzo niewiele, bo przecież są to dzikie zwierzęta. Karmiąc je trzeba zachować ostrożność, bo gdy poczują posiłek są w stanie osaczyć i zdobyć pokarm. Makaki – bo o nich mowa – potrafią wskoczyć na dach busa i pojechać jako przewodnik. Ale to i tak bardzo miłe spotkania.

Po zejściu ze wzgórza na Main Street dokonujemy zakupu pamiątek. A Gibraltarowi dziękujemy za mile spędzony czas.

Dystans dnia – 73 km

Licznik wyjazdu – 4491 km

Dzień 16 (01.08.2019)

W 75 rocznicę Powstania Warszawskiego ruszamy na podbój Portugalii. Po drodze zatrzymujemy się w mieście Tarifa, gdzie znajduje się najdalej na południe wysunięty punkt Europy lądowej – Punta Mas Al Sur de Europa (Przylądek Marrogui). Płacimy parking 1 Euro i ruszamy. Na samym końcu jest budowla w stylu twierdzy – nie do zwiedzania. Podchodzimy więc pod info a potem na punkt widokowy. Podziwiamy miejscowy port, skąd wypływają katamarany do Maroka. Dowiadujemy się też, jakie są ceny rejsów na Czarny Ląd.

Tarifa to ostatni punkt południowej Hiszpanii, bo kolejne będą już na północy. Póki co przychodzi kolej na Portugalię, gdzie po raz pierwszy i ostatni gościliśmy w 2013 roku. To było 6 lat temu, a więc Julka z Zuzką niewiele pamiętają. A teraz nadarza się okazja, aby cała czwórka poprzez 2 campingi lepiej poznała ten uroczy kraj.

Kiedy przez Sewillę wjeżdżamy do Portugalii, to okazuje się, że nie działa już tam system poboru opłat z 2013 roku. Wtedy płaciło się na bramkach a teraz część autostrad to płatność za odcinki lub elektroniczny system poboru opłat. Mamy więc mały problem który rozwiążemy.

Po drodze przed miejscem docelowym odwiedzamy okazałą plażę – de Marinha. Zgodnie z opisami miejsce to jest niezwykłe, kilka małych plaż wciśniętych pomiędzy wysokie skały. My mamy czas tylko na sesję foto, bo pomimo tego że na granicy hiszpańsko – portugalskiej cofnęliśmy zegar o godzinę, to jak zwykle czasu zabrakło. Niestety słońca cofnąć się nie udało.

Osiągamy camping de Sagres. Za trzy noclegi płacimy 126,20 Euro.

Camping De Sagres

Cerro das Moitas – 8650-998 / Vila de Sagres – Portugalia

https://orbitur.com/en/destinations/algarve/orbitur-sagres

e-mail: infosagres@orbitur.pt

GPS: 37°1’22″N 8°56’44″W

Licznik dnia – 557 km

Dystans wyjazdu – 5048 km

Cena paliwa – 1,269 Euro / litr ( Spain).

Dzień 17 (02.08.2019)

Pierwszym punktem piątku jest Fortaleza de Belixe. To forteca a XVI wieku. Była wielokrotnie niszczona a to przez ataki, innymi razy przez trzęsienia ziemi. Do dzisiaj zachowało się niewiele.


Etap drugi tego dnia to przylądek św. Wincentego (Cabo de Sao Vicente). Jest on najdalej na pd – zach. wysuniętym fragmentem Europy. Spacerując wokół fortecy możemy zobaczyć rejsy łodziami wokół których pływają charakterystyczne dla tych okolic delfiny, orki czy kaszaloty. Gorzej z cenami, bo rejs dla jednej osoby to koszt 25 Euro. Jak na tę porę roku jest nieco mgliście, wieje silny wiatr i temperatura niezbyt wysoka co nie do końca odpowiada tej strefie klimatycznej.


Przylądek ten trochę odpowiada Nordkappowi (północ Norwegii), mają sporo podobieństw ale ten norweski jest nieco chłodniejszy.

Z tego miejsca jedziemy do kolejnej atrakcji – Fortalezy de Sagres. A tutaj za wejście całą rodziną płacimy 4,5 Euro. To kolejna forteca obronna nie do zdobycia, choć bywało różnie. Na jej terenie znajduje się Sagres Fortress Chapel – kaplica. Jest też Rosa das Ventos (Róża Wiatrów) oraz Voz do Mar (labirynt). Te wszystkie składowe uzupełniają to miejsce tworząc jedną całość.

Po wyjściu z fortecy jedziemy rzucić okiem na Porto de pesca (port rybacki) i Porto de Balecira. Punktem kulminacyjnym miały być plaże pełne muszli: koło Raposeira; Praia das Cabonas Velhas i da Boca Rio.

Niestety na każdej z nich okazywało się, że o muszelkach nikt nawet nie słyszał. Jutro dalsza cześć poszukiwań. Na pewno się uda!

Licznik dnia – 78 km

Dystans wyjazdu – 5126 km

Dzień 18 (03.08.2019)

Przed śniadaniem mamy niemiłą atrakcję. Podczas podgrzewania mleka ulega zapaleniu nasza kuchenka gazowa. Dzięki obecnej na miejscu naszej pani strażak (Ania), sytuacja ulega opanowaniu i pożar zostaje ugaszony. Obyło się bez innych strat, choć zapłon nastąpił w samym namiocie. Niestety kuchenka nie nadaje się do dalszego użytkowania. Jak będziemy gdzieś koło Lizbony to poszukamy Decathlonu i zakupimy nowe urządzenie, bo to służyło nam od 2011 roku.

Po śniadaniu ruszamy na poszukiwania muszli. Naszym celem jest plaża Cordoama i Castelejo. Ale poza tłumami wczasowiczów nic nie można znaleźć. Same plaże spowite są dziwną mgłą, na których trudno spostrzec surferów. Na miejscu nie ma nawet okruchów muszli. Jesteśmy nieco zdezorientowani, ale próbujemy szukać dalej. Choć trzeba przyznać, że plaże z takimi mgielnymi widokami są też dużo warte.

Pełni nadziei co do muszli jedziemy w stronę Lagos. A tam mamy kilka plaż do zwiedzenia. Jedną z nich jest Dona Ana położona w środku miasta. Tam – co było oczywiste – muszli brak. Czyli pozostaje nam zwiedzanie Fortaleza do Ponte da Bandeira z mostem zwodzonym i oglądnie miejscowego portu Marina de Lagos. W tym miejscu pogoda jest upalna. Opłata za wejście do fortecy to 1 Euro za osobę. Nazajutrz ruszamy na północ Portugalii.

Dystans dnia – 85 km

Licznik wyjazdu – 5211 km

Dzień 19 (04.08.2019)

Dzisiaj zmieniamy camping na kolejny z trzema noclegami. Tym razem jest to północ Portugalii w okolicach Bragi. Po drodze nadrabiamy zaległości i pod Lizboną w sklepie Decathlon kupujemy nową kuchenkę gazową, którą utraciliśmy w pożarze (19,50 Euro). Przy tankowaniu do pełna za litr ON płacimy 1,309 Euro. W kierunku sanktuarium w Fatimie jedziemy mostem w Lizbonie ( im. Vasco da Gamy) za 2,85 Euro. Jego długość to 12200m. Są też opłaty za autostrady 3,25 Euro- te płatne przelewem, natomiast odcinek o długości 201 km płatny na bramkach w cenie 21,15 Euro. Pozostaje do zapłacenia jeszcze 2 odcinki w cenie 22,20 Euro.

Po 6- ciu latach nieobecności meldujemy się w Fatimie. Mamy niedzielę, więc po placu snują się tysiące pielgrzymów. My mamy do “skopiowania” ścieżkę po podziemiach, robimy zdjęcia przed pomnikiem Jana Pawła II, wchodzimy do sanktuarium. Temperatura powietrza nie jest tak wysoka jak przed sześciu laty. Za godzinne parkowania w bezpośrednim sąsiedztwie świętego miejsca płacimy … tylko 0,5 Euro / 1h. Skupienie też jest, ale zakup pamiątek też jest ważny: magnetyczna figurka św. Krzysztofa i widokówka.

W Fatimie spędzamy nieco ponad godzinę. Dlaczego tak krótko? Bo dziś do przejechania mamy ponad 600 km, a do tego zakup sprzętu, paliwa i żywności. Przed wieczorem dojeżdżamy na camping z serii Orbitur. Cena prawie identyczna jak na południu kraju.

Camping Rio Alto

Estela P. de Varzim – 4570-275 / Estela/Rio Alto – Portugalia

https://www.orbitur.pt/en/destinations/region-north/orbitur-rio-alto

e-mail: inforioalto@orbitur.pt

GPS: 41°27’46″N 8°46’21″W

Za trzy noce płacimy 127,50 Euro.

Jesteśmy przy samej plaży, wreszcie nie wieje wiatr. Po kolacji jeszcze zdążymy podejść na zachód słońca. Robimy kilka zdjęć. Pozostaje jeszcze pisanie albumu rodzinnego i kąpiel. Szykujemy się do kolejnych atrakcji na następny dzień. Bo dzisiaj basen mamy na terenie campingu w cenie.

Licznik dnia – 676 km

Dystans wyjazdu – 5887 km

Dzień 20 (05.08.2019)

W poniedziałek ruszamy na podbój parku narodowego “Peneda Geres“. Dojeżdżamy tam po części płatną drogą (koszt 2,7 Euro). A sam park to jedyny w Portugalii park narodowy i co ciekawe można po nim pojeździć samochodem. A ma on też na swoim terytorium sztuczny zbiornik wodny z zaporą powstały po zatopieniu wioski. Mamy kilka wariantów pieszych wycieczek, choć z miejscowych map nie można zbyt wiele wyczytać. Ale gdy musimy dać radę to dajemy.

Wybieramy wariant, choć nie do końca wiemy jak on będzie wyglądał w realu. Ruszamy spod Campo de Geres.

Idąc szlakiem żółto – czerwonym docieramy na miejsce gdzie poprowadzono Trakt Rzymski. A trakt ten posiadał na swej trasie kamienie milowe. Jego długość wynosiła około 30 km. a otaczały go kamienne mury wzniesione na wysokość 1,2 -1,5 m. Tak naprawdę niewiele pozostało ze szlaku, ale pamiętajmy że pochodzi on z IV w n.e.

Po przejściu tego odcinka możemy podziwiać już zbiornik wodny. Docieramy na ogólnodostępny odcinek brzegu by wejść do wody. A ta nie jest zbyt ciepła. Co prawda spotykamy kilka kąpiących się tam osób, ale…