Węgry-Rumunia-Bułgaria-Grecja-Albania-Czarnogóra-Chorwacja

AUTOR: Andrzej

“Podróże to jedyna rzecz na którą wydajemy pieniądze a stajemy się bogatsi.”

Anonim

TRASA:

Polska-Słowacja-Węgry-Rumunia-Bułgaria-Grecja-Albania-Czarnogóra-Bośnia i Hercegowina-Chorwacja-Węgry-Słowacja-Czechy-Polska

  • 30 dni (23.07 – 21.08.2016)
  • dystans – 7821 km
  • 11 campingów
  • 7 państw

Dzień 1 (23.07.2016)

Mamy godzinę 4.50, temperatura powietrza – 18 st. C. Przygoda wzywa więc ruszamy w trasę. Temperatura ta to najniższa jaką zanotujemy podczas tego miesięcznego wyjazdu. A że kierunek obrany to południe naszego kontynentu, więc takie temperatury nie powinny nikogo dziwić.

Winieta Słowacja

Podróż tego dnia trwa około 9 godzin, jedziemy przez Słowację (cena winiety miesięcznej – 14 Euro) a pokonany dystans to 660 km. U naszych południowych bratanków – Węgrów – mamy zaplanowany postój na campingu Turistapark w Szentlelek, to okolice miasta Miszkolc. Camping umiejscowiony jest na wzgórzu porośniętym lasami. A i cena niewygórowana – 13 Euro / noc. Właściciel wita nas łamanym polskim i powiedzeniem “Polak Węgier dwa bratanki”. W drodze przez Węgry kupujemy e – matricę węgierską w cenie 4780 forintów / miesiąc.

Na campingu szybciutko rozbijamy namiot i jedziemy do miasta Miszkolc, aby zaliczyć 2,5 godzinną kąpiel w kąpielisku termalnym Miskolc – Tapolca. Koszt to 7400 forintów (105 pln).

Paragon

A same baseny to coś zupełnie innego niż te poznane w Białce Tatrzańskiej, Bukowinie czy słowackim Popradzie. Są one częściowo odkryte a po części znajdują się między skałami i w grotach. Był to dobry pomysł aby się zrelaksować po podróży.😀

Camping Turistapark w Szentlelek

3517 Miskolc, Palota út támpont

GPS – 48° 07′ 19.4″ N
           20° 31′ 31.6″ E

Banknot 1000 Forintów

A na campingu pozostajemy tylko jedną noc, bo zamysł był taki aby odpocząć w drodze do stolicy Bułgarii – Sofii. A jak wypadły same jaskinie termalne? To ponad 700 metrów podziemnych korytarzy, 7 dużych basenów zewnętrznych wypełnionych gorącą wodą o temperaturze od 28 do 35 st.C. Ponadto radioaktywne wody uzdrowiska zawierające jod, brom i potas są dobrym lekarstwem na reumatyzm. Nie dostaliśmy niestety żadnych materiałów reklamowych a strona internetowa to: www.barlangfurdo.hu

Dzień 2 (24.07.2016)

Z campingu koło Miszkolc (Turistapark w Szentielek) wyjeżdżamy o godz. 9.00. Godzina ta jest o tyle ważna, że wieczorem zabraknie nam nieco czasu, ale o tym nieco później. Na dojazd do stolicy Bułgarii – Sofii- potrzebujemy 12 godzin, w tym stoimy na granicy z Serbią 60 minut i 1 h na granicy serbsko – bułgarskiej.

Autostrada Serbia

Gwoździem do trumny okazała się zmiana czasu + 1 godzina. Po drodze kupujemy winietę Bułgarską w cenie 10 Euro / 7 dni. Już po zmroku i bardzo późno dojeżdżamy do Sofii ale tam z powodu remontów dróg mamy problem ze zlokalizowaniem campingu Mescalito Camping – Ribkata. W tej sytuacji jesteśmy zmuszeni rozbić obozowisko na parkingu przed centrum handlowym “Happy Billa”. Po całym dniu w samochodzie, wizja noclegu w jego wnętrzu przeraża każdego. To była długa noc, ale przyczyniły się do tego poza unijne przejścia graniczne, mocno zatłoczone – niestety. 😪 Na jednym z nich (Węgry – Serbia) mogliśmy zobaczyć obozy uchodźców, a to dość smutne widoki.

Po drodze pojawiają się postępujące problemy z mocą w naszym samochodzie. Postanawiamy, że na wybrzeżu rumuńskim oddamy go w ręce dobrych mechaników. A czy takich znajdziemy, o tym później.

Licznik dnia- 983 km

Dystans wyjazdu – 1643 km

Dzień 3 (25.07.2016)

Zwiedzanie Sofii rozpoczynamy o godz. 7.00. To dosyć wcześnie jak na taką atrakcję. Samochód parkujemy pod Pałacem Kultury Narodowej (opłata 10 Lewów). To największy budynek na Bałkanach. Punkt pierwszy to pobliski park w którym dominują ścieżki psie dla czworonogów i ich właścicieli.

Kolejne miejsca to:

  • Uniwersytet Sofijski Kliment Ohridski
  • Biblioteka Uniwersytecka
  • katedra Aleksandra Newskiego – jest siedzibą Bułgarskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego
  • kościół św. Zofii – to od niego nazwę wzięło miasto, które wcześniej było Serdiką a potem długo Sredcem.
  • Pałac Prezydencki
  • Rotunda św. Jerzego
  • Centrum starej Sofii – Serdika
  • Cerkiew Bojańska wpisana na listę UNESCO

Nieco podmęczeni postanawiamy napić się wody z jednego ze źródeł – woda okazuje się zbyt ciepła…. Podobnie jak w serbskim mieście Novi Sad można pogadać przez automat telefoniczny.

2 Lewy

W pobliskim banku wymieniamy 150 Euro na Lewy a potem wchodzimy do meczetu w którym przed wejściem kazano nam zdjąć buty. W środku znajdowały się się specjalne dywaniki, na których wyznawcy islamu mogą się modlić.

W drodze do stacji metra Lavov most kupujemy 4 kawałki pizzy za 4 lewy (10 pln). Kolejną budowlą którą zwiedzamy jest Synagoga w której muszę włożyć specjalny beret.

Nieopodal zaopatrujemy się w bilety do metra – 1,6 Lewa – i ze stacji Most Lwa jedziemy na przystanek końcowy o nazwie James Bourchler, by wrócić do stacji NDK (Pałac Kultury). Kolejka podziemna zaskoczyła nas czystością i schludnością.

Bilet na metro
 
 

Ciekawe zabytki i obiekty sakralne przyćmiły nieco nocleg w samochodzie. Po raz pierwszy zwiedzaliśmy Synagogę i Meczet czego w naszym kraju nie tak łatwo uświadczyć.

Po zwiedzeniu stolicy Bułgarii ruszamy w stronę Bukaresztu, gdzie docieramy na camping Casa Alba (policyjny). Noc jest w cenie 160 Lejów (1 Lej = 1 Pln).

Winieta tygodniowa

 

Dzień 4 (26.07.2016)

No i mamy to, pierwszy raz zwiedzamy stolicę Rumunii – Bukareszt. Po jednej nocy na campingu policyjnym ruszamy na parking pod Parlamentem (pałac Ceausescu) Parking to koszt 5 Lejów. Ów budynek to druga co do wielkości budowla na świecie po amerykańskim Pentagonie.

Spod parlamentu idziemy kolejno przez:

  • Piata Constituttiei (Plac Konstytucji)
  • Katedra Patriarchalna – mieliśmy prywatnego przewodnika – Andre Gabriela Costache, który zaoferował nam swoją pomoc za darmo
  • Piata Unirii z gigantyczną fontanną
  • Curtea Veche – kompleks ruin dworu hospodarskiego z XV w. (Stary Dwór)
  • Piata 21 Decembrie 1989 z Teatrem Narodowym, Operetką i Uniwersytetem – potem spacerek wzdłuż jednej z reprezentacyjnych arterii miasta – BLVD. N. Balcescu
  • Cretulescu – cerkiew z 1722 roku i Pałac Królewski z początku XIX wieku
  • Piata Revolutiei – główny plac stolicy

Po drodze w kierunku stacji metra Piata Romana wchodzimy do informacji turystycznej, gdzie zaopatrujemy się w kilka mapek. Ze stacji tej jedziemy do Piata Unirii, wcześniej kupujemy dwa bilety dwu przejazdowe w cenie 5 Lejów za sztukę. Przejazd podziemną kolejką to ostatni etap pobytu w Bukareszcie.

Bilety metro

Wprost z parkingu pojechaliśmy na rumuńskie wybrzeże Morza Czarnego do miasta Mamaia na camping GPM Holidays (98 lejów / doba bez elektryczności). Brak prądu wynikał z miejscówki do której nie doprowadzone były skrzynki elektryczne. Z powodu problemów technicznych z samochodem musieliśmy odwiedzić warsztat u Georga w Ovidiu. Tam też umówiliśmy się na spotkanie w dniu kolejnym z mechanikiem o imieniu George i jego synem Dragosiem (władającego dobrze językiem angielskim). Początki pobytu w Rumunii nie nastrajały optymistycznie.

Kemping GPM Holidays

44°16’28″N 28°37’4″E

http://www.gpm.ro/en

Wizytówka i opaska campingowa

Dzień 5 (27.07.2016)

O poranku obieramy kierunek Ovidiu przez Navodari by pod opieką mechanika zostawić samochód. Trochę ciężko było wrócić na camping busem bo angielski Rumunów pozostawiał wiele do życzenia. Kiedy już udało się to, po powrocie oddaliśmy się uciechom i kąpieli w Morzu Czarnym.

A że temperatura wody i powietrza była bardzo wysoka, to co jakiś czas trzeba było schronić się w cieniu lub założyć koszulki i coś na głowę.

Dzień 6 (28.07.2016)

W kolejnym dniu po informacji że samochód nie jest jeszcze gotowy do odbioru, cały dzień spędziliśmy na plaży. Brak samochodu nie ograniczał nam zbytnio swobody, busem nr 23 pojechaliśmy z Zuzką do Lidla po “imprezę”. Za 4 bilety trzeba było zapłacić 36 lejów. Nie wyszło to najtaniej ale ciąg do zakupów był niezwykle silny. Tego dnia uiszczamy opłatę za pobyt nie wiedząc jeszcze, że pobyt będziemy musieli wydłużyć. To całe 392 leje za 4 noce.

1 lej

Dzień 7 – 8 (29 – 30.07.2016)

W piątek nie dzieje się nic szczególnego. Cały dzień to camping + plaża. Pogoda dopisuje aż za bardzo. Korzystamy często z chłodzących pryszniców znajdujących się przy plaży. W sobotę za to przed południem jedziemy do Ovidiu po samochód. Bilety z przesiadką w Navodari to koszt 2 * 2 leje i 2 * 4 leje do punktu docelowego.

Za całą naprawę uiszczamy opłatę w wysokości 150 Euro i dodatkowo 76 lejów. Trzeba uczciwie przyznać, że pomimo sprawdzenia turbosprężarki i filtra DPF moc silnika znacząco nie wzrosła. Po odebraniu wozu jedziemy najpierw na camping po dziewczyny by potem po zrobieniu zakupów podjechać do miejscowości Mamaia. A tam zaplanowaliśmy przejazd koleją linową z której mogliśmy podziwiać piękne widoki nadmorskie na miasto i plaże. Przejazd odbył się tylko w jedną stronę, w drogę powrotną ruszyliśmy pieszo po plaży. Koszt przejazdu dla naszej czwórki to 70 lejów.

Bilet kolejka

Spacerowaliśmy też po miejskim molo, miejskim deptaku.

Kolejnym punktem naszej wycieczki była Constanta, samochód zaparkowaliśmy na miejskim parkingu obok Ratusza. W mieście widzieliśmy: Pomnik Wilczycy Kapitolińskiej, Wielką Synagogę, Muzeum Historii i Archeologii z pobliskim pomnikiem Ovidiusza, Wielki Meczet Mahmuda II, kościół św. Mikołaja i ….. pobliski Toi – Toi (mocno nieświeży).

Kolejne obiekty to Katedra św. Piotra i Pawła, Latarnia Genueńska, budynek Dowództwa Rumuńskiej Marynarki Wojennej, Park Carola I.

Chodząc po nabrzeżu warto rzucić okiem na miejscowy port i stocznię zbudowane z pomocą Francuzów. To największa tego typu inwestycja w całej Rumunii, w swoim czasie port ten był jednym z głównych w całej Europie południowo – wschodniej.

Szczególnie duże wrażenie zrobiło na nas miejscowe Kasyno. Czasy świetności tego gmachu dawno minęły, ale budynek nadal robi ogromne wrażenie z racji choćby swojego położenia. Po obejściu Constanty szybkie zakupy w markecie a potem tylko relaks i kąpiel w Morzu Czarnym oczywiście.

Paliwo ON

Dzień 9 (31.07.2016)

Ostatni dzień lipca to niedziela i wtedy możemy po spakowaniu obozowiska wyruszyć w kierunku miejscowości Mangalia a docelowo – Bułgarii. Po drodze widzimy stojące na poboczach osoby z kluczykami w ręku albo z tabliczką na której był napis “Cazare”. Okazało się że Rumunii w ten sposób sygnalizują wolne pokoje na wynajem. Kiedy dotarliśmy na miejsce do Mangalii to poszliśmy do najstarszego meczetu w tym kraju “Sułtana Esmakana”. Najpierw oglądaliśmy ogród i stary cmentarz muzułmański.

Bilet meczet

Wejście do meczetu nie jest darmowe, dorośli płacą 5 lejów, dzieci natomiast bez opłaty. Mi udaje się wejść w krótkich spodenkach, dziewczyny muszą za to włożyć na siebie “to coś”:

 

Z meczetu ruszamy w kierunku granicy rumuńsko – bułgarskiej w Ruse na Dunaju nie pomijając wybrzeża i portu jachtowego.

Po drodze mijamy małą wioskę Vama Veche – miejsce gdzie osiedlili się artyści i inteligenci. Po przekroczeniu granicy na Dunaju docieramy na camping Zora w mieście Obzor. Bardzo zaskoczyło nas że na odcinku od Obzoru aż po Nesebar nie było żadnego campingu.

Camping Zora w Obzor

Adres: 66 Treti mart Str

Obzor 8250

Bułgaria GPS – N 42.82417, E 27.87988

Dość interesujące były mini ogródki zlokalizowane na dachach i maskach samochodów marki Dacia.

Dzień 10 (01.08.2016)

Pierwszego dnia sierpnia pojechaliśmy zwiedzać Warnę. Widzieliśmy tam: Wieżę Zegarową, deptak, Cerkiew Sweta Bogorodica, ładne fontanny.

 

Odwiedziliśmy także informację turystyczną.

W drodze powrotnej na camping odwiedziliśmy starożytne ruiny w miejscowości Biala.

Bilet Biala

Z miejsca naszego pobytu udaliśmy się na plażę, kąpiel była niezbędna bo po upalnym dniu trzeba było znaleźć ciut ochłody. Wieczorem po grillu wybraliśmy się do miejscowego wesołego miasteczka. Było wesoło a cała zabawa kosztowała tylko 12 lewów. Po zmroku poszliśmy do mini coloseum ze sceną gdzie mogliśmy obejrzeć występy muzyczne i taniec.

Wracając do campingu Zora, należy wspomnieć, że wyposażony był on w lodówki, Wi – Fi no i basen. Dziewczynom przypadł najbardziej do gustu basen bo bez opuszczania pola namiotowego można było się schłodzić.

Dzień 11 (02.08.2016)

Dzisiejszy dzień to wycieczka do miasteczka Nesebar. Wyspa ta połączona ze stałym lądem groblą wpisana jest na listę UNESCO. Przy wejściu na jego teren możemy podziwiać dwa wiatraki a nieco dalej znajdują się znane nesebarskie fortyfikacje. Te najstarsze pochodzą z VI w. p.n.e., pozostałe z przełomu XVIII i XIX wieku n.e.

 

Podczas przechadzki było słychać mnóstwo polskich głosów. Mało tego, kiedy przechodziliśmy obok restauracji to ich kelnerzy pytali skąd jesteśmy i w naszym języku przedstawiali nam swoje menu.

Na jednej z uliczek przy sklepie z winem załapaliśmy się na darmową degustację win. U nas wzięcie miało migdałowe. W dowód wdzięczności w sklepie tym zakupiliśmy perfumy z białych róż (10 lewów), masło do ciała z róż (8 lewów) i opakowanie różnych herbat smakowych w cenie 18 lewów.

Wymiana Lew – Euro

Nesebar mile nas zaskoczył nie tylko zabytkami. Kiedy wróciliśmy na parking trzeba było zapłacić za niego jedynie – 6 lewów za 3 godzinki. Po wieczornym grillu poszliśmy po raz kolejny do wesołego miasteczka. Zuzka i Julcia zaliczyły kino 6D a z tatą “rejs” statkiem. A mama to wszystko nagrywała. Zachęceni poprzednim dniem po raz drugi podziwiamy amfiteatr i występy zespołów dziecięcych z Bułgarii, Białorusi, Ukrainy, Rosji, Izraela i Tadżykistanu. To był bardzo ciekawy dzień

Dystans wyjazdu – 3090 km

Dzień 12 (03.08.2016)

O poranku z campingu Zora w Bułgarii pojechaliśmy na camping Paradiso w Grecji (36,5 Euro * 2 noce). Po drodze na autostradzie zapłaciliśmy 2,4 Euro za odcinek grecki. A na przejściu granicznym mamy brak kolejek i piękną scenerię na przełęczy oczywiście.

Po drodze były zakupy w Lidlu a potem już tylko zakwaterowanie na campingu Paradiso. Tego dnia zaliczyliśmy pierwszą naszą kąpiel w Morzu Trackim. Plaża była niesamowita, natomiast miejsce w którym musieliśmy postawić namiot nie miało wielkich zalet. Wyboru nie mieliśmy i pozostaliśmy tam na dwie noce.

Generalnie nikomu nie polecimy tego campingu, kto chce zakwaterować się w namiocie. Ogólnie camping ma piękną plażę, szczególnie atrakcyjny jest dla wynajmujących domki czy przyjeżdżających kamperem lub z przyczepą.

Camping Paradiso

GPS – N 40.87033, E 24.31413

ul. N. Irakleitsa

64007 Kavala

Licznik dnia – 518 km

Dystans wyjazdu – 3608 km

Dzień 13 (04.08.2016)

Dzisiaj pojechaliśmy do ruin Filippi. Tego dnia był okropny upał a pani w kasie zarekwirowała nam jedyną butelkę napoju. Jak się okazało, na terenie ruin dopuszczalna była jedynie woda a my akurat mieliśmy napój. Jakoś musieliśmy się przemęczyć bez picia. Koszt wejścia to 12 Euro za osoby dorosłe, dzieci – jak to w Grecji – weszły za zupełną darmochę.

Bilet Filippi

Podobnych ” budowli ” tego typu w Grecji widzieliśmy niemało (Korynt, Sparta, Akrokorynt), ale zawsze czymś różnią się od tych widzianych wcześniej. Tak było i tym razem. Dodatkową atrakcją było muzeum – oczywiście – klimatyzowane. To tam odetchnęliśmy od słońca. W muzeum mogliśmy zobaczyć m. in. grób z pozostałościami zwłok kobiety z II wieku.

Tego dnia atrakcji było nam mało, więc pojechaliśmy w kolejne miejsca. W planie były dwie jaskinie, ale mocno różniące się od siebie. A więc ruszamy!!

Na pierwszy ogień poszła jaskinia Maara (bilety 7 i 4 Euro). Jest to jaskinia krasowa będąca najdłuższą w Grecji (8,5 km). W jej wnętrzu zobaczyliśmy rzekę jaskiniową, syfony wodne. Do przemieszczania się wewnątrz służą specjalne mosty, dróżki i ścieżki. Szczerze powiedziawszy takiej jaskini jeszcze nie widzieliśmy. Jako że nasza grupa nie była zbyt liczna to pan przewodnik traktował nas priorytetowo i dodatkowo w języku angielskim tłumaczył nam to co opowiadał Grekom w ich języku ojczystym.

Droga między jaskiniami:

Następna jaskinia w okolicy to Alistrati. Wejście to koszt 22 Euro, jednak nie można w niej robić zdjęć. Mogliśmy podziwiać tam przeróżne stalaktyty, stalagmity oraz stalagnaty. Nam najbardziej podobały się tzw. dyski czyli miejsca z których wyrastają stalaktyty. Pani przewodnik bardzo rzeczowo po angielsku opowiedziała nam historię tej jaskini.

Bilet Alistrati

Ostatnim punktem dnia był Kanion Aggitis. Prosto z jaskini przez tory kolejowe leśną ścieżką doszliśmy na miejsce. Z góry widać było jego ogrom i rzekę płynącą jego dnem. Samo dojście w to miejsce nie należało do najprostszych, dominowały krzewy z igłami.

 

Po tylu wrażeniach pozostaje wrócić na camping i szykować się do kolejnego przejazdu, tym razem w stronę greckich Meteorów.

Dzień 14 (05.08.2016)

Na jedynym campingu greckim planowane były trzy noce, my z przyczyn o których można poczytać wcześniej zaliczamy dwie noce i startujemy w kierunku Albanii. Sam przejazd w stronę Meteorów a potem dojazd na camping Ksamil w Albanii dostarczają wielu wrażeń. Klasztory wybudowane w bardzo trudno dostępnym terenie pozwalają delektować się pięknymi widokami, zarówno podczas podjazdu pod nie jak i z ich murów.

To całe spektakularne miejsce znajduje się obok miejscowości Kalampaka. Decydujemy się podjechać pod jeden z nielicznych klasztorów udostępnionych do zwiedzania. Nosi on nazwę Roussanou. Już sam dojazd to test dla auta a na koniec jeszcze 204 schody, które trzeba pokonać, aby znaleźć się w jego otoczeniu. Wejście to koszt 3 Euro od osoby dorosłej.

We wnętrzach mogliśmy podziwiać piękne mozaiki i stare malowidła. Z dostępnego tarasu usytuowanego na zewnątrz można podziwiać wspaniałe widoki górskie i inne klasztory budowane na piaskowych skałach.

 

Wiele udało nam się widzieć w Grecji, ale to miejsce jest niezwykle spektakularne.

Po wyjeździe z Meteorów obieramy kierunek – Albania. Po drodze napotykamy na 5 bramek autostradowych – przejazd w sumie to koszt 10,80 Euro. Atrakcje drogowe zaczynają się po zjechaniu na drogi krajowe, gdzie można ujrzeć przechadzające się po nich kozy i woły. Naszym celem podróży jest Ksamil Caravan Camping w miejscowości Ksamil. Bardzo zaskoczyło nas miejsce na namiot. Okazało się że najbliższe 3 noce spędzimy na …. dachu budynku. Gdy już rozpakowaliśmy nasz dobytek, gospodyni przyniosła nam 2 mrożone kawy i 4 zimne butelki wody mineralnej. Ot taka albańska gościnność😁.

 

Albania Ksamil Caravan Camping

GPS – N 39.77865, E 20.00573

Lagjia Baxho      

9706 Ksamil

Dystans wyjazdu – 4387 km

Dzień 15 (06.08.2016)

Pierwszy dzień pobytu w zupełnie egzotycznym dla nas miejscu zaczęliśmy nie marnując czasu. Obraliśmy kierunek ruin starożytnego miasta Butrint. Chcieliśmy też zobaczyć zamek Alego Paszy. W tym celu konieczne było przepłynięcie promem samochodowym na drugą stronę kanału. Sam prom był w kiepskiej kondycji, ale widząc, że pływają na nim samochody nie baliśmy się. Jako ciekawostkę można podać, że na promie pieszy nie płaci, a w przypadku pojazdów: inna cena obowiązuje dla motocykli, inna dla samochodów osobowych a jeszcze inna dla ….. mercedesów. To nie powinno dziwić bo najpopularniejszym samochodem w Albanii jest właśnie ten niemiecki samochód.

Po rejsie powrotnym wchodzimy do ruin Butrintu, bilet przewidziany dla jednej osoby kosztuje 700 leków, natomiast na otrzymanym bilecie wydrukowana jest kwota 500 leków obowiązująca dla grup zorganizowanych. Widać z tego, że najwidoczniej w kasie nieco oszukują, przyjmując normalną kwotę i wydając tańszy bilet. Całkowity koszt to 2100 leków bo Zuzanna wchodzi gratis (dzieci do 8 lat nie płacą).

Bilety Butrint
 

Podczas zwiedzania było bardzo gorąco. Wśród ruin mogliśmy zobaczyć: gimnazjum, Wieżę Wenecką, baptysterium, Bramę Morską i Lwią.

Kolejną atrakcją tego dnia było Niebieskie Oko (Syri i Kalter). Miejsce to jeszcze kilka lat temu dostępne było tylko dla miejscowych dygnitarzy. Wjazd w to miejsce przebiega po tamie z jednym pasem i ruchem w obu kierunkach – koszt 200 leków. W tym osobliwym miejscu kupujemy świetną glinianą pamiątkę w cenie 11 Euro i zachowujemy w pamięci widoki.

W drodze powrotnej na camping zatrzymujemy się w mieście Saranta aby wymienić Euro na Leki i zrobić zakupy. Za 50 Euro otrzymaliśmy 6670 Leków. Po powrocie na camping zabraliśmy materace, sprzęt do nurkowania i udaliśmy się na pobliską plażę. Byłem ze wszech miar zadowolony, gdy zobaczyłem kamienną plażę, bo to idealne miejsce do nurkowania. A i po gorącym dniu przyjemna kąpiel w pełni zasłużona.

A co do campingu Ksamil to trzeba przyznać że tutejsi właściciele bardzo dbają o czystość, kilka razy dziennie sprzątają prysznice i toalety i co rusz pytają : “Can I help you?” To było naprawdę miłe.😍

Licznik dnia – 77 km

Dystans wyjazdu – 4464 km

Dzień 16 (07.08.2016)

Dzisiejszy dzień zaplanowany był pod kątem plażowania. Jednak z kąpielą i nurkowaniem były pewne problemy. A to z powodu dość pokaźnych fal. Po obiedzie pojechaliśmy do Sarandy by w Carrefourze uzupełnić zapasy żywności. A przed wieczorem zrobiliśmy sobie długi spacer wzdłuż wybrzeża.

Wieczorową porą kiedy zasiedliśmy na pięterku aby zjeść obiad zaczęło się błyskać i grzmieć. Po jakimś czasie zerwał się silny wiatr, który zaczął ruszać namiotami a po kilkunastu minutach zaczął padać ulewny deszcz. Podczas burzy na dole budynku pod dachami goście z Włoch gotowali sobie jakby nigdy nic się nie działo, a na górze pozostali walczyli z żywiołem. Właściciele okazali się bardzo mili w tej sytuacji, bo gdy naszym sąsiadom z Francji zwiało namiot to zaproponowali im pokój. Późnym wieczorem burza ustała. Trzeba przyznać, że w Albanii burze są nieco inne – krótsze ale bardziej intensywne.

Licznik dnia – 28 km

Dystans wyjazdu – 492 km

Dzień 17 (08.08.2016)

Tego poranka mieliśmy opuścić Ksamil. Był tylko jeden mały problem: nie chciano nas tak łatwo wypuścić. Kiedy już wszystko było gotowe, aby pożegnać camping to pani właścicielka powiedziała że jak nie wypijemy kawy, milkshake lub wody to nas nie wypuści. A że była bardzo stanowcza to bez wahania zgodziliśmy się.😉 Kilka minut uciekło ale musieliśmy ulec presji i bardzo dziękujemy za miły pobyt i warunki.

W drodze na drugi albański camping Pa Amer jechaliśmy bardzo krętą górską drogą z zakrętami o 180 stopniach. Co przy obniżonej mocy naszego wozu nie należało do najprostszych czynności. Po drodze zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym. I tu doznaliśmy szoku! Bo na tutejszym parkingu zaparkowane było 19 wozów z różnych państw, z czego 10 to albańskie mercedesy. I gdzie tu ta bieda – chciałoby się zapytać! Udało się sfotografować losowo cztery z nich. To dopiero wozy, a przypomnijmy że mamy rok 2016.

 
Paliwo Albania

Punktem kulminacyjnym był dojazd na camping Pa Amer. Udało się go znaleźć bez problemu, a samo położenie to jeden z numerów jeden na jakie mieliśmy okazje trafić. Polecamy z czystym sumieniem to miejsce, widoki na wyspę cudne. Za cztery noce zapłaciliśmy 96 Euro.

Kamping Pa Amer

GPS – N 41.18221, E 19.47806

Syney – Karpen 3

2501 Kavaje

Licznik dnia – 245 km

Dystans wyjazdu – 4737 km

Dzień 18 (09.08.2016)

Camping Pa Amer zachwycił nas do bólu, ale czasu na zachwyty nie ma zbyt wiele bo jedziemy do Parku Narodowego Pisha Divjakes.

Plan był taki aby obserwować tam piękno natury i żółwie których tam miało nie zabraknąć. Po dotarciu na miejsce okazało się że jest tam całe mnóstwo śmieci. Kiedy zjechaliśmy z głównej drogi i kierowaliśmy się w stronę plażowego campingu, to pan cieć oszołomiony dobrym angielskim naszej Ani odstąpił od pobrania opłaty. To był pewnie taki cichy ochroniarz plaży. Julia określiła to po swojemu: “ale go zatkało”. Samo dojście do plaży to istne przełaje pośród trzcin i krzaków. Na plaży zrodził się plan aby w znalezione styropianowe opakowanie pozbierać muszle. A jako że albańskie plaże można kojarzyć z marketowym parkingiem i wysypiskiem śmieci, to nietrudno było znaleźć przedmioty przydatne w zbieractwie.

Po powrocie na camping odbyła się pierwsza na tym wyjeździe kąpiel w Morzu Adriatyckim i po raz pierwszy na wolności widzieliśmy i dotykaliśmy żółwie. A była to trzyosobowa rodzinka, nie myśleliśmy że te zwierzęta tak szybko przemieszczają się.

I właśnie tu zrodził się pomysł aby pojechać do Chorwacji do m. Pakostane by tam zaskoczyć odpoczywających naszych kuzynów: Piotrka, Sebka i Monikę.

Licznik dnia – 161 km

Dystans wyjazdu – 4898 km

Dzień 19 (10.08.2016)

Dziesiąty dzień sierpnia to wycieczka do stolicy Albanii- Tirany. Nie jest to zbyt rozległe miasto jak przystało na stolicę europejską. W informacji turystycznej materiałów reklamujących miasto jak na lekarstwo. Ale my idziemy swoim szlakiem:

  • Muzeum Narodowe Historyczne
  • Pałac Kultury
  • Meczet Ethem Beja
  • Wieża Zegarowa
  • Pomnik Skanderberga
  • Teatr Opery i Baletu
  • Most Uva e Tabakere
  • Parlament Narodowej Galerii Sztuki
  • Piramida Hodży
  • Pomnik Chopina
  • Plac Matki Teresy
  • Uniwersytet Tirański i stadion Qemala Stayana
 

Podczas przechadzki po moście ujrzeliśmy ten oto znak, nawet dzieci były rozbawione z tego powodu.

Wbrew obiegowym opiniom Tirana jest bardzo czystą stolicą. Może ciut brakuje jej do Oslo czy Sztokholmu, ale naprawdę jest dobrze. POLECAMY!!!😍

Licznik dnia – 129 km

Dystans wyjazdu – 5027 km

 

Dzień 20 (11.08.2016)

Kolejny dzień i kolejne zwiedzanie. Tym razem naszym celem jest Kruja.

To pięknie położone ruiny dobrze zachowanego zamku. Wiedzie tam brukowana droga przez środek regionalnego targu. Według tradycji przed ślubem każda panna młoda powinna przejść przez ten park ze swoją mamą. Na targu udało nam się przymierzyć ładne albańskie stroje. W dowód uznania dla pani sprzedawczyni zakupiliśmy u Niej piękny obrazek z gliny.

Na samym zamku językiem dominującym był…. nasz polski. Tak tak, naszych rodaków nigdzie nie brakuje.

Po południu przyszedł czas na miasto Durres. Obejrzeliśmy tam między innymi ruiny Amfiteatru Dyrrahu z I wieku.

Dzień 21 – 22 (12 – 13.08.2016)

O poranku opuszczamy camping Pa Amer i Albanię, ruszamy w kierunku Czarnogóry. Po drodze podziwiamy pięknie położony zamek Rozafa w Szkodrze Zahaczyliśmy też o cerkiew prawosławną, wieżę zegarową, pałac i katedrę katolicką.

Cennik Maslina

Wieczorem dotarliśmy na camping Maslina w Czarnogórze.

Camping Maslina (koło Petrovac)

GPS – N 42.198, E 18.96622

Buljarica bb

85300 Buljarica

Dystans wyjazdu – 5336 km

Po pierwszej nocy jedziemy do miasta Bar. Zwiedzamy tam ruiny Starego Baru (2 / 1 Euro). Wszystkim nam bardzo się podobało, bo to urocze miejsce i ładnie położone.

 

Przy okazji mamy jeszcze najstarsze drzewo oliwne w Europie.

Bilet Bar

Licznik dnia – 112 km

Dystans wyjazdu – 5448 km

Dzień 23 (14.08.2016)

Kolejna noc nie była już tak spokojna jak ta pierwsza. Bo na campingu pojawiła się grupa polskich motocyklistów. Mocno rozrabiali, więc konieczne było kilkukrotne doprowadzenie ich do porządku. Nieco niewyspani o poranku wyruszamy w kierunku stolicy Czarnogóry – Podgoricy.

Jako że przypadło to na niedzielę i to w dodatku upalną to za wielu mieszkańców nie było widać. Oni w przeciwieństwie do nas obrali kierunek z którego to my przyjechaliśmy, czyli wybrzeże. Plusem była dostępność wolnych i bezpłatnych miejsc parkingowych. Przeszliśmy więc deptakiem miejskim i dwoma mostami.

Sama Podgorica to niezbyt duża stolica ale przecież samo państwo należy do dość niewielkich. Większość zabytków uległo zniszczeniu podczas drugiej wojny światowej i trzęsienia ziemi w latach 70 XX w. Do nielicznych ocalałych można zaliczyć Wieżę Zegarową i meczet.

Mimo okropnego upału jedziemy na północ wzdłuż rzeki Moracy by podziwiać skalisty kanion. Dodatkowo znajdują się tu 32 niewielkie tunele a droga przebiega po zawieszonej skalnej półce.

 

Ostatni punkt dnia to miejscowość Virpazar usytuowana tuż nad brzegami jeziora Szkoderskiego. Widoki można rzec – cudne.

Warto byłoby w przyszłości przejechać to jezioro wokół. Droga nie należy do łatwych, jest bardzo kręta i z kiepską nawierzchnią. Nam udało się przejechać tamtędy w roku 2018, polecamy.😁😁

Licznik dnia – 152 km

Dystans wyjazdu – 5600 km

Dzień 24 (15.08.2016)

I znowu w planie stolica Czarnogóry. Nie chodzi tym razem wcale o Podgoricę ale o pierwszą jej stolicę – Cetinje. Po drodze jadąc samym wybrzeżem robimy stopa na parkingu krętej drogi by zobaczyć wyspę Sveti Stefan. Przyznać trzeba że to niezwykłe miejsce.

My jedziemy dalej trudną drogą by osiągnąć pierwszą stolicę Montenegro – Cetinje. Na miejscu okazało się, że to miasto bardzo pięknie położone pośród gór i masywu Lovcen. Dlatego było to miasto bardzo trudne do zdobycia. Wdrapaliśmy się tam na Skałę Orłów skąd podziwiać można widok na całe miasto.

 

Po opuszczeniu stolicy obieramy kierunek Kotor. Po drodze mamy przejazd przez Park Narodowy Lovcen o powierzchni 6220 ha. Jego dwa najwyższe szczyty – Stirovnik (1749 m) i Jezerski vrh (1660 m. n.p.m.) widać z każdej strony i wielu kilometrów. Jako że mamy do czynienia z parkiem narodowym to przejazd jest płatny.

Kiedy osiągamy Jezerski vrh to mamy nie lada atrakcję – Mauzoleum Petera II Petrovica z ekstremalnym podjazdem. Samą końcówkę trzeba podejść po 461 stopniach w wykutym w skale tunelem. Atrakcję stanowi taras widokowy. Widać stąd obszar od Boki Kotorskiej po Jezioro Szkoderskie i od wybrzeża po góry Durmitor. Panoramę od zachodu zamyka sąsiednia góra Sitrovnik z masztami stacji przekaźnikowej.

Wisienką na torcie okazał się zjazd do Kotoru z wpisaną na listę UNESCO starówką. Warto podkreślić słowo ” zjazd “, bo w tym stwierdzeniu nabiera nowego znaczenia. Jazda na drugim biegu i hamowanie non stop. Do tego mijanki z innymi a także autokarami.

 
Pamiątka z Czarnogóry

Licznik dnia – 146 km

Dystans wyjazdu – 5746 km

Dzień 25 (16.08.2016)

O poranku rozstajemy się z campingiem Maslina i ruszamy w kierunku Chorwacji. Koło miasta Kotor wjeżdżamy na prom by nieco skrócić przejazd w kierunku miasta Herceg Novi.

Oto nasz prom

Nieco zmyleni przez nawigację znaleźliśmy się w …. Bośnii i Hercegowinie. Na granicy musimy zapłacić 3 Euro aby korzystać z ich drogi. Z tego powodu nadłożyliśmy trochę kilometrów by w końcu na lokalnym przejściu granicznym z Chorwacją (długa kolejka do odprawy) ruszyć w kierunku Dubrownika. Na camping Kozarica w Pakostane docieramy przed zmrokiem.

Wizytówka samochodowa

Camping Kozarica

Pakostane 23211,

 Brune Bušića 43,

 Chorwacja GPS 43°54’40”N, 15°29’56”E 

Faktura camping

Licznik dnia – 459 km

Dystans wyjazdu – 6205 km

 

Dzień 26 (17.08.2016)

A camping Kozarica to czysty relaks. Tego dnia namierzyliśmy naszych kuzynów: Sebastiana, Piotrka i Monikę.

Plan dojechania na camping na którym spędzali urlop udał się, byli totalnie zaskoczeni. Wspólnie udało nam się zrelaksować, poleżeć na plaży i pobyć na tutejszych basenach. Szczególnie były przydatne dla naszych małych podopiecznych – Zuzki i Piotra.

Kuna Chorwacka

Licznik dnia – 13 km

Dystans wyjazdu – 6218 km

Dzień 27 (18.08.2016)

Zwiedzanie Chorwacji zaczęliśmy od wsi Skradin (parking 8 Euro). Stamtąd przeszliśmy do nabrzeża z którego popłynęliśmy promem do Parku Narodowego KRKA. W drodze powrotnej poszliśmy pieszo, dzięki czemu cała wycieczka zapięła się w cenie parkingu.

Następnie udało nam się podjechać do miasta Sibenik (parking 10 Kun). Pospacerowaliśmy sobie trochę po Starówce wpisanej na listę UNESCO. Byliśmy też na ruinach twierdzy św. Ivana (Tvrdjava sv. Ivan) Wznosi się ona na wysokość 125 m n.p.m. i ma kształt podobny do gwiazdy a za wejście nie trzeba płacić.😂

Tego dnia było bardzo ciepło, co w tym regionie nie powinno dziwić. Dziewczyny były bardzo zniecierpliwione, aby szybko wracać na camping – czekał na nie basen.🤣

A dorośli mogli spokojnie skupić się na pakowaniu rzeczy na poranny wyjazd w stronę Węgier.

Licznik dnia – 142 km

Dystans wyjazdu – 6360 km

Dzień 28 (19.08.2016)

No i w piątek meldujemy się na campingu Napfeny. Udaje nam się dojechać na tyle wcześnie, że rozbijamy obozowisko i i załatwiamy miejscówkę dla ekipy Sebastiana. Jesteśmy tuż nad brzegiem jeziora Balaton, wieczorem urządzamy grilla.

Dzięki rekonesansowi poznajemy cały camping. Na nim panują warunki jakby co dopiero przestał padać deszcz. Tak też było. Murawa campingowa jest mocno nasiąknięta. Jeszcze wieczorem pogoda poprawia się, świeci słońce.

Forint węgierski

H-8253 Révfülöp, Halász u. 5

napfeny@balatontourist.hu

GPS: 46.829086, 17.640012

Licznik dnia – 597 km

Dystans wyjazdu – 6957 km

Dzień 29 – 30 (20 – 21.08.2016)

Pierwszy dzień weekendu wypadł na święto jak u nas, a to na Węgrzech naprawdę wielkie święto. Sklepy pozamykane jak u nas 3 maja. Mamy pewien problem z zakupami ale dajemy radę. Możemy oddać się plażowaniu ale jest też to dzień myślenia o powrocie do Polski. Więc pakujemy się i przez Słowację i Czechy jedziemy do domu. W ten sposób kończymy pobyt nad morzami: Czarnym, Jońskim i Adriatyckim. No i na dokładkę mamy jeszcze to jezioro Balaton. Z pewnością jeszcze kiedyś tu powrócimy.

A Węgrom, Bułgarom, Rumunom, Grekom, Albańczykom, Czarnogórcom i Chorwatom mówimy: Do widzenia 💕.

Licznik dnia – 864 km

Dystans wyjazdu – 7821 km

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *